Metody Marnowania Czasu: cameron stewart
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cameron stewart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cameron stewart. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 października 2017

Catwoman: Nie ma lekko [Ed Brubaker & Cameron Stewart] [recenzja]

Brak komentarzy:

Na tropie Catwoman to był całkiem sympatyczny komiks, który dobrze wspominam. Kobieta-Kot została w nim przedstawiona jako połączenie superbohatera i kogoś na kształt działaczki społecznej. Zarówno w masce, jak i bez niej, pomagała potrzebującym, najczęściej ignorowanym przez stróżów prawa czy samego Batmana – takim jak mordowane prostytutki. Moimi ulubionymi fragmentami tamtego albumu były epizody pisane przez Eda Brubakera, zaś tom Nie ma lekko to niemal w całości właśnie jego scenariusze. Świetnie się składa, bo przecież autor między innymi wydanych w Polsce serii Velvet oraz Fatale to sprawdzona marka.

Catwoman w dalszym ciągu chce, żeby na East Endzie, jej dzielnicy, działo się jak najlepiej, na co poświęca masę pieniędzy oraz czasu. Może się wydawać, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale tajemniczy przeciwnicy chcą jej w tym przeszkodzić. Okazuje się, że część adwersarzy robi to nie tylko dlatego, że Kobieta-Kot utrudnia przestępcom czerpanie zysków z nielegalnej działalności, ale też z osobistych pobudek. Selina Kyle może stracić to, co jest dla niej najważniejsze, akurat kiedy pozornie wychodzi na prostą.

Polska edycja Nie ma lekko to spory tom w twardej oprawie. Solidna cegła, i taki właśnie jest też cały album. W zalewie rewelacyjnych i bardzo dobrych opowieści obrazkowych słowo "solidny" może nie wydawać się wystarczającą rekomendacją, ale zawarte w tym wydaniu przygody Catwoman czyta się i ogląda świetnie. Komiks raczej nie zmieni życia choćby jednego czytelnika, za to jest ponadprzeciętnie dobry w kategorii "przyjemne czytadło". I w żadnym wypadku nie jest to w moich oczach określenie deprecjonujące. W czasie lektury naprawdę można być pod wrażeniem tego, jak dobrze pisze Brubaker, oczywiście dopasowując się do ograniczeń DC (scen rodem z Fatale tu nie uświadczymy), ale i tak zaskakując gdzieniegdzie mocniejszymi scenami. Przelatuje się przez tę historię niezwykle gładko, odczuwając przy tym wielką frajdę. Podobnie jest z kadrami, którymi zajęło się całkiem sporo rysowników na czele z Cameronem Stewartem. Umówmy się, album nie wygląda nie wiadomo jak niesamowicie, ale przy oglądaniu go nikogo nie zabolą oczy, a i na brak spójności ze scenariuszem nie ma co narzekać.

Było dobrze już w Na tropie Catwoman, w Nie ma lekko jest jeszcze lepiej. Komiks może nie jest zachwycający, ale oferuje nadal świeże spojrzenie na postać Kobiety-Kot, kontakt z szarymi mieszkańcami Gotham (a nie tylko tymi w pelerynach, aczkolwiek nie zabrakło wątków typowo superbohaterskich) oraz interesujące przygody głównej bohaterki wraz z jej towarzyszami. W dodatku album nie zamyka wszystkich wątków, dzięki czemu już wiem, że prędzej czy później czeka mnie powrót na East End – i bardzo dobrze.

tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu

sobota, 30 kwietnia 2016

Catwoman: Na tropie Catwoman [Ed Brubaker, Darwyn Cooke & Cameron Stewart] [recenzja]

Brak komentarzy:

Każde dziecko wie, że Ed Brubaker to świetny scenarzysta, czujący się dobrze w różnych opowieściach, ale najczęściej nietrudno doszukać się w nich przynajmniej elementów kryminału. Darwyn Cooke? Lubię jego twórczość. Mogę napisać to samo na temat ilustracji Mike'a Allreda. Cameron Stewart wydaje się być w tej chwili kojarzony głównie jako rysowanik komiksowej kontynuacji Fight Clubu Chucka Palahniuka. Może niekoniecznie da się sprowadzić wszystkich wyżej wymienionych do wspólnego mianownika o nazwie "znani i lubiani", ale mimo to trzeba przyznać, że album Na tropie Catwoman obsadę ma bardzo mocną. 

To kolejna historia z cyklu "weźmy znanego (i lubianego?) bohatera i przedstawmy go czytelnikom na nowo". Selina Kyle oficjalnie jest na tamtym świecie, jednak mimo to powraca jako Catwoman, by zrobić kolejny skok, tym razem niekoniecznie tylko z egoistycznych pobudek. To początek tego, co można nazwać metamorfozą Kobiety-Kota, która ze zwykłej złodziejki przeistacza się w kogoś na kształt superbohatera; chroni jednak przede wszystkim osoby z nizin społecznych, ofiary spoza kręgu zainteresowań stróżów prawa, takie jak dzieci z biednych dzielnic zmuszane do przemytu narkotyków czy mordowane prostytutki, które nie są priorytetem nawet dla Batmana. Jest w tym albumie trochę postaci obdarzonych nadnaturalnymi mocami, jest to jednak przede wszystkim kryminał i rzeczywiście świeże, interesujące spojrzenie na Kobietę-Kota. 

Z początku coś mi w tym komiksie "zgrzytało". Całość to historia Wielki skok Seliny, pierwsze dziewięć zeszytów z serii Catwoman oraz krótka, łącząca je opowieść Na tropie Catwoman. Wielki skok pisze i rysuje Cooke, nie przypadając mi do gustu w obu swoich rolach (a powtórzę, że lubię jego twórczość). Niektóre kadry wyglądają topornie, sprawiają wrażenie ciosanych grubą kreską (wiem, że Cooke umie inaczej). Sam scenariusz to nic specjalnego, za to irytowało i drażniło mnie coś nieuchwytnego w konstrukcji postaci głównej bohaterki, prowadzona przez nią narracja i jej postępowanie. Odnosiłem wrażenie, że wygląda to nieco pretensjonalnie i czuje się, że to historia zrobiona przez faceta, który na siłę chce pisać swój komiks z perspektywy inteligentnej, przebiegłej, sprytnej, pięknej, błyskotliwej, pokrzywdzonej przez los i targanej sprzecznościami skomplikowanej kobiety. Mimo wszystko da się to czytać, jednak wszystko zaczyna wyglądać dużo lepiej, kiedy za opowieść bierze się Brubaker, a Cooke rysuje w towarzystwie. Wtedy robi się z tego bardzo przyzwoity, ciekawy album. 

Nie jest to rzecz wybitna, jednak czyta się ją z zainteresowaniem. Intryguje relacja Catwoman z Batmanem (który jest tu zdecydowanie na drugim planie), ich odmienne spojrzenia na pewne sprawy, momentami zaskakuje poruszanie takich tematów jak wspomniane narkotyki czy prostytucja w komiksie, który pozornie może wyglądać jak lekka, łatwa i przyjemna historyjka dla młodzieży. Sprawy, jakimi zajmuje się Selina, to też miła odmiana w stosunku do standardowych komiksów o ludziach w dziwacznych strojach. Jak najbardziej można ten album polecić, o ile tylko ktoś nie nastawia się na nie wiadomo jaką rewelację. A że dobrze wygląda na półce? Tym lepiej. 

tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu