W sobotę polazłem na trzeci bielski turniej w Guild Balla (czwarty, licząc zawody jedynie dla lokalnych graczy). Założenie jest proste: mam blisko, jako dość średni gracz pewnie zbiorę baty, ale gdzie szukać doświadczenia, jeśli nie na turnieju, w czasie którego można dostać od lepszych od siebie. Pierwszy taki turniej skończył się moją jedną wygraną na cztery gry, drugi dwiema, więc mój plan minimum był taki, żeby ponownie wrócić z tarczą choćby z dwóch meczów. Uzbroiłem się w figurki moich Alchemików, miarki, znaczniki, inne zbędne rzeczy, oraz butelkę wody i drożdżówki, po czym wyruszyłem dać powycierać sobą kilka rozłożonych w Gnomie boisk.
