Metody Marnowania Czasu

sobota, 7 października 2017

Guild Ball [recenzja]

Brak komentarzy:


Cześć, lubicie piłkę nożną? No ja na przykład nie. Piłka nożna z pewnością znalazłaby się na mojej liście dziesięciu najnudniejszych rzeczy na świecie, gdyby samo zrobienie takiej listy nie było jedną z dziesięciu najnudniejszych rzeczy na świecie. Tak czy inaczej, nie lubię, nie mam ochoty, nie należę do elitarnej grupy prawdziwych mężczyzn łojących piwo w czasie meczu – łoję piwo grając w planszówki. Piłce nożnej mówię zdecydowane NIE.

A może lubicie bitewniaki? Wiecie, te takie gry z drogimi figurkami, co przykłada się do nich metr i mierzy, gdzie mogą dotrzeć, a potem kłóci z przeciwnikiem, że przecież mogłem podejść tutaj swoim żołnierzem, a on, że nie, bo przecież powinienem stać milimetr dalej i nie mogę zaatakować jego żołnierza. Przyznam, że miałem ochotę na taką głupią zabawę chyba od czasu lektury któregoś z numerów Magii i Miecza w 1997 roku (był tam Zenitiański Mistrz Mordu i poradnik, jak zrobić makietę kanałów, jak więc zdrowo myślący jedenastolatek mógł nie chcieć spróbować… zwłaszcza kierowania Mistrzem Mordu). Poszedłem więc z mamą do sklepu z takimi grami u nas w Bielsku (nazywał się wtedy bodajże Bard), pokazałem jedną z mniejszych figurek, a pan zza lady powiedział, że chce za nią koło 50zł (podstawka Magicznego Miecza kosztowała wtedy chyba jakieś 20…). Pewnie domyślacie się, że wyszliśmy stamtąd bez figurki, a ja z wymalowanym na twarzy smuteczkiem.