Stworzona przez dwóch nieżyjących już klasyków europejskiego komiksu, jakimi niewątpliwie są Jean-Michel Charlier oraz Moebius, wielowątkowa seria Blueberry to pozycja, którą należy znać. Tak po prostu, nie tylko jeżeli jest się wielbicielem westernów. Tak się jednak składa, że wydawnictwo Egmont zdążyło już opublikować w Polsce wszystkie albumy wchodzące w skład głównego cyklu oraz album zerowy, po czym dała rodzimemu czytelnikowi serię poboczną, zatytułowaną Marshal Blueberry.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blueberry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blueberry. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 stycznia 2020
niedziela, 18 lutego 2018
Blueberry 8 [Moebius] [recenzja]
Ósme wydanie zbiorcze serii Blueberry, zawierające albumy Apacz Geronimo, OK Corral i Dust to bezpośrednia kontynuacja historii rozpoczętej w poprzednim tomie serii. Dzięki niemu dowiadujemy się wreszcie, co łączy głównego bohatera z tytułowym Indianinem oraz jakie będzie zakończenie wielowątkowej opowieści o miasteczku Tombstone.
W komiksie o Blueberry’m jak zwykle dzieje się sporo. Wciąż niedysponowany protagonista w dalszym ciągu dzieli się swoimi wspomnieniami z żądnym sensacji Campbellem, a tymczasem mieszkańcy miasta nadal uważają, że za niedawne napady oraz morderstwa odpowiadają Indianie. Na przestrzeni trzech opublikowanych tu albumów całość rozrasta się do wręcz epickich rozmiarów, tak w kwestii scenariusza, jak i rysunków (obiema tymi rzeczami ponownie zajął się Moebius). W kolejnym wydaniu zbiorczym nie pierwszy raz działa właściwie wszystko, ale stałych czytelników cyklu o amerykańskim oficerze raczej w ogóle to nie zaskoczy.
Jeżeli ktoś (ktokolwiek?) oczekiwał przełomu, nie znajdzie go tu. Osoby zaznajomione z dziełem Charliera i Girauda nie będą też rozczarowane, bo Blueberry to seria bardzo równa i utrzymująca właściwie od początku do końca wysoki poziom, piękna przygoda dla wszystkich fanów westernu i nie tylko. Choć jeden z wcześniejszych albumów nosił już tytuł Koniec drogi, prawdziwy, na szczęście udany finał nadszedł dopiero teraz. Ciężko się rozstawać (nawet pomimo istnienia serii pobocznych), ale z drugiej strony jestem przekonany, że wielu pożegna się z Blueberry’m czując wdzięczność za świetnie spędzony z nim czas.
tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu
piątek, 5 stycznia 2018
Blueberry 7 [Moebius] [recenzja]
Po wielowątkowej historii zakończonej w szóstym tomie cyklu o Mike’u Blueberry’m dostaliśmy jeszcze opowieść Arizona Love, zaś po jej finale przed protagonistą serii świat stanął otworem – rozwiązał dręczące go przez długi czas problemy, pożegnał się ze starymi znajomymi (oraz jedną znajomą) i mógł zrobić właściwie wszystko, na co miał ochotę. Na szczęście dla czytelników, po latach nie odnalazł spokoju ani nie przestał przyciągać kłopotów.
Tym razem wydanie zbiorcze zawiera jedynie dwa epizody: Mister Blueberry oraz Cienie nad Tombstone. Główny bohater, owszem, na początku albumu wiedzie dostatnie życie hazardzisty, jednak sielanka nie potrwa długo. Zawarte tu historie to tak naprawdę rozpoczęcie kolejnej bardziej rozległej opowieści, której finał poznamy dopiero później. Na razie będzie się działo bardzo wiele: od awantur wszczynanych przez miejscowych przestępców, przez problemy z Indianami, aż po tajemniczych ludzi próbujących odnaleźć Blueberry’ego – a jest tego wszystkiego dużo więcej. Cały komiks to po raz kolejny znakomita dawka westernu na najwyższym poziome, również pod względem wizualnym. Im dalej, tym na kreskę Moebiusa (z powodu śmierci Charliera pełniącego tutaj również rolę scenarzysty) ogląda się przyjemniej, a że seria zabrnęła już dość daleko, jego ilustracje są rewelacyjne. Kadry budzące podziw są tutaj regułą i choć sama historia niesamowicie wciąga, czasem trudno się zdecydować, co jest głównym atutem tego cyklu.
Stali czytelnicy raczej doskonale wiedzą, czego spodziewać się po Blueberry’m (nowi mogą rozpocząć znajomość z serią od siódmego wydania zbiorczego, bo to zupełnie nowa opowieść, chociaż naturalnie lepiej znać poprzednie wątki), ale mimo to brak elementu zaskoczenia nie jest tu wadą. To po prostu świetny komiks, tym lepszy, im dłużej się go czyta. Zdecydowanie polecam.
tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu
sobota, 4 listopada 2017
Blueberry 0 [Jean-Michel Charlier & Moebius] [recenzja]
Brak komentarzy:
Labels:
blueberry,
egmont,
jean-michel charlier,
komiksy,
moebius,
recenzje
Posted by
Michał Misztal
Chyba nikogo nie zaskoczy wiadomość, że zerowy tom serii Blueberry opowiada o początkach kariery głównego bohatera. W obszerniejszym niż zazwyczaj albumie opublikowano aż pięć epizodów z przygodami niepokornego oficera kawalerii Stanów Zjednoczonych: Fort Navajo, Burza na Zachodzie, Samotny Orzeł, Zaginiony jeździec oraz Tropem Nawahów. Jak zareaguje na to polski czytelnik, już od dłuższego czasu zaznajomiony z późniejszymi komiksami o Mike’u Blueberry’m?
Jeśli chodzi o scenariusz, to nadal (jakkolwiek to brzmi, biorąc pod uwagę chronologię) ten sam świetny western, w którym znajdziemy wszystkie najlepsze elementy gatunku. Ponadto, dzięki umieszczeniu całej wielowątkowej historii w jednym wydaniu zbiorczym, o wiele łatwiej dociera do odbiorcy, jak bardzo epicką opowieścią jest saga o Blueberry’m. Całość opowiada o konflikcie żołnierzy armii USA z Indianami, który może skończyć się bardzo źle dla jednych i drugich. Znajdujący się pośrodku sporu główny bohater usiłuje temu zapobiec, z różnych powodów narażając się obu walczącym ze sobą stronom.
Najciekawsze w tomie zerowym są rysunki. O ile kreska Moebiusa zazwyczaj zachwyca, tutaj (szczególnie na samym początku wydania zbiorczego) jest o wiele mniej czysta niż w kolejnych tomach, a momentami wręcz niedbała. Nie nazwałbym tego jednak wadą albumu, a raczej ciekawym doświadczeniem płynącym z jego lektury: to bardzo interesujące widzieć, jak wyglądał rozwój ilustracji w tej serii.
Na początki perypetii Blueberry’ego trzeba było trochę poczekać, niemniej było warto. Z kilku powodów (bardzo dobra historia, możliwość zobaczenia wcześniejszego podejścia Moebiusa do tworzenia kadrów tego cyklu) zapoznanie się z tym albumem jest dla stałych czytelników Bluberry’ego wręcz obowiązkiem, a dla pozostałych odbiorców co najmniej bardzo ciekawą propozycją.
tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu
sobota, 19 sierpnia 2017
Blueberry 6 [Jean-Michel Charlier & Moebius] [recenzja]
Brak komentarzy:
Labels:
blueberry,
egmont,
jean-michel charlier,
komiksy,
moebius,
recenzje
Posted by
Michał Misztal
Saga o przygodach Mike’a Blueberry’ego trwa. Główny bohater serii wciąż nie zdołał oczyścić się z postawionych mu w poprzednich albumach zarzutów, a niemal całe wydanie zbiorcze (zawierające historie Ostatnia szansa, Koniec drogi oraz Arizona Love) to bezpośrednia kontynuacja wątków z poprzednich opowieści.
Jeżeli ktoś czytał już poprzednie historie napisane przez Charliera i narysowane przez Moebiusa doskonale wie, czego się spodziewać: westernu na najwyższym poziomie. W wielu miejscach wciąż zbyt przegadanego jak na mój gust, co może czynić lekturę męczącą, ale całość wynagradza ten drobny zarzut po stokroć. Natężenie przygody, brawurowe działania protagonisty oraz jego wspólników w celu wyjścia na prostą i ukarania swoich przeciwników, akcja, powroty starych znajomych wynagradzające znajomość serii – dla tych wszystkich (i jeszcze kilku innych) atutów warto sięgnąć po Blueberry’ego. Rzecz jasna również dla ilustracji będących klasą samą w sobie. Nie ma tu może wielu niespodzianek (w tym sensie, że jest to po prostu ciąg dalszy rozwijający wcześniejsze wątki), no, może poza kończącą wydanie zbiorcze historią miłosną – nadal utrzymaną w ramach konwencji, ale jednak stanowiącą wytchnienie po poprzednich albumach. W przypadku tego cyklu nie jest to wadą. Ciekawych pomysłów czy zwrotów akcji nie brakuje.
Przeżywanie przygód Blueberry’ego i przekonywanie się na własne oczy, w jak dobrym stylu ta klasyczna seria się rozrasta, tylko na tym zyskując, to prawdziwa przyjemność. Po lekturze czytelnik raczej nie będzie miał do powiedzenia czegoś więcej niż po przeczytaniu wcześniejszych albumów, ale jeśli je polubił – a zakładam, że tak, skoro dotarł tak daleko – z pewnością nie zmieni zdania.
tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Blueberry 5 [Jean-Michel Charlier & Moebius] [recenzja]
Brak komentarzy:
Labels:
blueberry,
egmont,
jean-michel charlier,
komiksy,
moebius,
recenzje
Posted by
Michał Misztal
W piątym wydaniu zbiorczym serii Blueberry Charliera (scenariusz) i Girauda (ilustracje) umieszczono albumy Złamany Nos, Długi marsz i Plemię widmo. Jeśli ktoś jest spragniony klasycznego westernu, po raz kolejny otrzyma solidną dawkę właśnie takiego komiksu. Tym razem wszystkie trzy historie łączy wspólny wątek wyjętego spod prawa protagonisty ukrywającego się wśród indiańskiego plemienia i starającego się utrzymać niepewny pokój między swoimi nowymi towarzyszami a białymi.
Jeżeli czytelnik sięgający po serię Blueberry liczy na to, że przy każdym kolejnym tomie uświadczy przełomu, może się rozczarować. To trochę tak, jakby liczyć na niesamowite zwroty akcji w Fistaszkach Schulza – porównanie może nieco nietrafione, zwracam jednak uwagę na słowo "trochę". Owszem, kadry Moebiusa są tu jeszcze bardziej szczegółowe niż wcześniej, a widoczna gołym okiem ilość włożonej w nie pracy zapiera dech w piersiach. Charlier nie odstaje, również wykonał dobrą robotę, nagromadzając masę interesujących wątków, zwrotów akcji oraz po prostu interesujących pomysłów. To, że kolejne wydania zbiorcze nie wywracają całej serii do góry nogami, nie znaczy, że brakuje tu emocji, zaskakujących wydarzeń czy poważnych problemów, jakie napotykają bohaterowie. Pod tym względem Blueberry sprawdza się doskonale i jest to kawał świetnie zrealizowanego komiksu.
Jeśli miałbym cokolwiek zarzucić cyklowi Charliera i Girauda, to to, że bywa przegadany. Wiele stron jest tak obficie wypełnionych dialogami, że odbiorca może mieć wrażenie, że nie ma tu miejsca na oddech – ja, czytając podobne historie obrazkowe, za każdym razem czuję się podobnie. Z tego powodu nie jestem w stanie chłonąć kolejnych wydań zbiorczych serii naraz. Potrzebując zaczerpnąć powietrza, dzielę je na całkiem sporo mniejszych kawałków. Nie ma tu jednak mowy o męce; na swój sposób jest to wymuszone przez nagromadzenie wątków i dymków z tekstami, ale nadal przedłużanie sobie przyjemności. Dodam ponownie to, co pisałem już wcześniej: nie jestem wielbicielem komiksowego westernu ani westernu w ogóle, co najwyżej lubię ten gatunek, ale Blueberry to zwyczajnie bardzo dobry komiks, w którym najważniejsza nie jest szufladka, do jakiej go włożymy, ale to, że mamy do czynienia z godną podziwu współpracą scenarzysty i rysownika.
tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu
sobota, 12 marca 2016
Blueberry 1 [Jean-Michel Charlier & Moebius] [recenzja]
Brak komentarzy:
Labels:
blueberry,
egmont,
jean-michel charlier,
komiksy,
moebius,
recenzje
Posted by
Michał Misztal
Jest tak: recenzenci komiksów co jakiś czas dostają pewną pulę tytułów, z których część chcą mieć na swojej półce i zazwyczaj chętnie o nich piszą, a także część, o którą wcale nie prosili albo której wręcz woleliby nie dostać. I naprawdę są komiksy, których nie chce właściwie nikt, ale to temat na osobną historię. Zbiorcze wydanie Blueberry'ego, zawierające albumy Człowiek ze srebrną gwiazdą, Kopalnia zaginionego Niemca i Widmo ze złotymi kulami to jeden z tytułów, o które nie prosiłem i na widok którego zacząłem kręcić nosem – bo już kiedyś go miałem. Został jednak sprzedany, a na widok nadchodzącej powtórki w mojej głowie zrodziła się myśl, że Blueberry musiał trafić w ręce nowego właściciela, ponieważ nie przypadł mi do gustu.
Komiks Charliera i Girauda (znanego też jako Moebius) to właściwie kanoniczny western, gdzie z jednej strony czytelnika nie czeka nic niespodziewanego (mam tu na myśli bardziej otoczkę niż samą fabułę i pomysły scenarzysty), ale jednocześnie czuć ogromny rozmach całości, nawet pomimo tego, że to dopiero trzy z wielu albumów. Historie są świetnie i szczegółowo narysowane (choć trzeba przyznać, że w kolejnych odsłonach Blueberry'ego będzie jeszcze lepiej), naładowane, a czasem przeładowane tekstem, zaś niemal na każdej stronie czuje się spotkanie z wielką przygodą. Wszystkie scenariusze niesamowicie wciągają, począwszy od historii, w której główny bohater staje się nowym szeryfem nękanego przez przestępców miasteczka Silver Creek, po dwie kolejne, połączone wspólnym wątkiem nie do końca dobrowolnego poszukiwania kopalni złota.
W komiksie dzieje się sporo, a sposób jego realizacji robi na każdej płaszczyźnie bardzo dobre wrażenie i właściwie trudno tu cokolwiek zdecydowanie skrytykować. By zachwycić się Blueberry'm, niekoniecznie trzeba kochać opowieści o Dzikim Zachodzie (osobiście lubię je, ale też nie podchodzę do nich z ogromnym entuzjazmem), choć to uczucie z pewnością sprawi, że wydanie zbiorcze stajnie się jeszcze lepsze. W skrócie: wszystko, czego można oczekiwać od westernu, znajduje się właśnie w tej serii. Brzmi jak slogan reklamowy, ale to prawda.
Wychodzi na to, że mam kiepską pamięć. Na pewno nie pozbyłem się tego komiksu dlatego, że uznałem go za nieudany. Widocznie potrzebowałem pieniędzy na coś innego. Po ponownej lekturze mogłem pomyśleć tylko jedno: "Cokolwiek to było, jak mogłem popełnić taki błąd?"
tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu
czwartek, 27 września 2012
Blueberry 3 [Jean-Michel Charlier & Moebius] [recenzja]
Brak komentarzy:
Labels:
blueberry,
egmont,
jean-michel charlier,
komiksy,
moebius,
opublikowane poza blogiem,
recenzje
Posted by
Michał Misztal
Trzeci z wydanych w ramach cyklu "Plansze Europy" tom serii Blueberry Jeana-Michela Charliera (scenariusz) i Jeana Girauda (ilustracje), to trzy powiązane ze sobą wspólną fabułą albumy: Chihuahua Pear, Człowiek wart 500 000 $ i Trumienna ballada. Fanom westernów nie trzeba tłumaczyć, że przygody porucznika Mike'a S. Blueberry'ego to klasyka, pewnie wiedzą to nie od dziś, natomiast jeśli chodzi o resztę, zwłaszcza o czytelników nastawionych sceptycznie do historii rozgrywających się na Dzikim Zachodzie, chciałbym zapewnić, że to po prostu świetny komiks, niezależnie od tego, czy preferuje się dany gatunek, czy nie. [więcej na stronie Gildii Komiksu]
Subskrybuj:
Posty (Atom)







