Co tam czytam? to efekt chęci dzielenia się wrażeniami z lektury komiksów, niekoniecznie w formie pełnoprawnych recenzji. Kilka mniej lub bardziej entuzjastycznych, napisanych na szybko zdań, czasem o jednym tytule, czasem o kilku, o serii, albumie lub o pojedynczym zeszycie. Taki jest plan.
Batman: White Knight [Sean Murphy]
Zaczynamy od tego, że Joker przestał być Jokerem i znowu nazywa się Jack Napier, co jest przy okazji bardzo sympatycznym nawiązaniem do pewnego filmu. Co dalej? Na pierwszych stronach miniserii Seana Murphy’ego Jack, najwyraźniej pozbawiony szaleństwa swojego alter ego w fioletowym garniturze, odwiedza Batmana, który jest… zamknięty w Arkham. Trochę jak w historii Ostatni Arkham, którą tak dobrze pamiętam z dzieciństwa.
Tyle że ja nie za bardzo lubię takie alternatywne wersje komiksowych serii. Kojarzą mi się tanimi chwytami rodem z Ziemi Jeden do scenariusza Geoffa Johnsa: niech Bullock będzie chudy, zaś z Alfreda zróbmy byłego komandosa, jest świetna koncepcja, mamy całkiem nowy komiks.
Tylko że nie. Trzeba się naprawdę postarać, by nie wyszła z tego Ziemia Jeden albo na przykład Władza.
