Metody Marnowania Czasu: francesco francavilla
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francesco francavilla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francesco francavilla. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 listopada 2018

Co tam czytam? (10) (Batman: White Knight, Moon Knight: Silent Knight i Batman: The Black Mirror)

Brak komentarzy:
Co tam czytam? to efekt chęci dzielenia się wrażeniami z lektury komiksów, niekoniecznie w formie pełnoprawnych recenzji. Kilka mniej lub bardziej entuzjastycznych, napisanych na szybko zdań, czasem o jednym tytule, czasem o kilku, o serii, albumie lub o pojedynczym zeszycie. Taki jest plan.


Batman: White Knight [Sean Murphy]

Zaczynamy od tego, że Joker przestał być Jokerem i znowu nazywa się Jack Napier, co jest przy okazji bardzo sympatycznym nawiązaniem do pewnego filmu. Co dalej? Na pierwszych stronach miniserii Seana Murphy’ego Jack, najwyraźniej pozbawiony szaleństwa swojego alter ego w fioletowym garniturze, odwiedza Batmana, który jest… zamknięty w Arkham. Trochę jak w historii Ostatni Arkham, którą tak dobrze pamiętam z dzieciństwa. 

Tyle że ja nie za bardzo lubię takie alternatywne wersje komiksowych serii. Kojarzą mi się tanimi chwytami rodem z Ziemi Jeden do scenariusza Geoffa Johnsa: niech Bullock będzie chudy, zaś z Alfreda zróbmy byłego komandosa, jest świetna koncepcja, mamy całkiem nowy komiks. 

Tylko że nie. Trzeba się naprawdę postarać, by nie wyszła z tego Ziemia Jeden albo na przykład Władza. 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Scalped: High Lonesome [Jason Aaron, R.M. Guéra, Davide Furno & Francesco Francavilla] [recenzja]

4 komentarze:
High Lonesome, piąty tom serii Scalped, którą zachwycam się już od dłuższego czasu, to pierwsze wydanie zbiorcze, o jakim jestem w stanie napisać, że nie dorównuje poprzedniemu. Wyszło trochę gorzej, co może rozczarowywać, ale z drugiej strony, przecież wcześniejsze tomy ustawiły poprzeczkę tak wysoko, że zamiast rewelacyjnego Trade'a musiał w końcu nadejść Trade jedynie bardzo dobry. Różnica jest moim zdaniem odczuwalna, jednak w życiu nie stwierdziłbym, że High Lonesome rozczarowuje.

Co wyszło gorzej? Po pierwsze, jest za krótko jak na serię, na którą czekam niemal z wypiekami na twarzy. Tylko pięć zeszytów, z czego dwa (rysowane przez innych - gorszych - niż R. M. Guéra ilustratorów) to epizody przedstawiające poprzednie losy bohaterów. Tym razem są to Diesel i Nitz. Jason Aaron jak zwykle napisał bardzo dobre historie, tyle że czytelnik dostaje zaledwie trzy odcinki posuwające akcję do przodu, a to trochę mało. Chciałbym więcej i tylko z jednym rysownikiem, wiadomo z jakim.

Poza tym, że niewiele jest w High Lonesome głównego wątku, niewiele jest w piątym tomie także głównego bohatera, Dasha. Oczywiście scenariusz usprawiedliwia tę nieobecność, ale mimo to szkoda. Recenzując The Gravel In Your Guts wspominałem o jego problemach, teraz dodam tylko, że przymiotnik high w tytule powinien wszytko wyjaśnić. Bardzo dobrze przedstawiony jest upadek Dasha, który nie radzi sobie z pracą agenta FBI polegającą na przebywaniu w bliskim otoczeniu Red Crowa po to, by wreszcie udało się go aresztować.

Jeśli chodzi o kontynuację głównego wątku, szczęka opada jak zwykle. Otóż do rezerwatu przybywa pewien oszust, mający zamiar wynieść trochę nieuczciwie zarobionych pieniędzy z otwartego niedawno kasyna. Na miejscu spotyka Dasha, który wygląda jak wrak człowieka i nie za bardzo dociera do niego, co dzieje się wokół. Za to nasz oszust wie aż za dużo. Wie na przykład, że Dash pracuje dla FBI. Pamięta go bardzo dobrze, bo kilka lat wcześniej główny bohater Scalped posłał go do więzienia. Teraz człowiek Red Crowa będzie musiał pomóc oszustowi w obrobieniu kasyna, inaczej wszyscy dowiedzą się, kim jest naprawdę. To na początek, potem Aaron daje czytelnikowi to, co zawsze. A jeśli ktoś poczuł się rozczarowany High Lonesome, może się nie martwić, kolejny tom, The Gnawing, to powrót do komiksu rewelacyjnego, chociaż na ten bardzo dobry też nie ma co narzekać.