Metody Marnowania Czasu: Silverfish [David Lapham] [recenzja]

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Silverfish [David Lapham] [recenzja]

Znowu napisy na okładce robią z komiksu nie wiadomo jakie arcydzieło, przez co nastawiam się na coś niesamowitego i potem rozczarowuję. Gdybym ich nie czytał, opowieść Laphama pewnie wydawałaby mi się dużo lepsza. One of the best crime novels I've read in years, let alone one of the best graphic novels. I takie tam. Z drugiej strony, nie ma też co narzekać, Silverfish to kolejna dobra rzecz od Vertigo. O one of the best graphic novels nie ma mowy, ale David Lapham pokazał, że potrafi.

Pomysł na opowieść jest interesujący od samego początku: Mia bardzo nie lubi Suzanne, swojej macochy. Suzanne jest zła, fałszywa, wszystko robi źle, ma zły wpływ na jej ojca, jej młodszą siostrę i w ogóle powinna się wynosić. Oczywiście na początku wygląda to na paranoję nastolatki, włącznie z podejrzewaniem swojej macochy o nie wiadomo jak złe rzeczy tylko dlatego, że nie chce opowiadać o swojej przeszłości, a nikt, włącznie z ojcem dziewczyn, za wiele o niej nie wie. Mia nie ma jednak pojęcia, że jej obawy są jak najbardziej słuszne. Kiedy jej ojciec i Suzanne wyjeżdżają na jakiś czas, Mia zaprasza do domu znajomych. W trakcie imprezy niektórzy postanawiają przeszukać rzeczy macochy i okazuje się, że kobieta przechowuje sporą ilość pieniędzy i zakrwawiony nóż. Oraz notes.

W notesie są adresy i numery telefonów znajomych Suzanne, a jeden z nich wydaje się bardziej podejrzany od innych. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że po drugiej stronie znajduje się Daniel, chory psychicznie morderca, który myśli, że ma w głowie demoniczną rybę wydającą mu polecenia. Kiedy Mia i jej znajomi dzwonią, jest już za późno. Daniel za wszelką cenę będzie chciał odnaleźć Suzanne, a Suzanne zrobi wszystko, żeby uciec i żeby prawda o zakrwawionym nożu i pieniądzach nie wyszła na jaw. Zaczyna się gra na czas.

Do pewnego momentu jest naprawdę bardzo dobrze. Do tego, w którym dowiadujemy się, co i jak, co zrobiła Suzanne i co ma wspólnego z Danielem kierowanym przez jego urojoną rybę (chora i właśnie dzięki temu jedna z najciekawszych postaci w komiksie). Danielem, który jest bardzo sympatyczny dla kobiet, dopóki coś w jego uchu nie każe mu wziąć do ręki noża. Wtedy zaczyna się zabawa.

Lapham umie zrobić wrażenie, zarówno scenariuszem, jak i rysunkami. W ostatecznym rozrachunku to właśnie ilustracje są dużo lepsze od samej opowieści, poza tym odpowiadają za tworzenie mrocznej atmosfery niepewności. Realistyczna kreska, sporo szczegółów i niewinne twarze nastolatków kontrastujące z ciemnymi barwami. Ogląda się to świetnie.

Później coś zaczyna się psuć. W momencie, gdy wszystkie karty zostają odkryte, Silverfish zmienia się w zwykły pościg, w którym stawką jest całkiem sporo ludzkich żyć. Tyle że kiedy nie było już przyciągającej mnie do historii tajemnicy, nie za bardzo interesowało mnie, kto dotrwa do końca. Zakończenie też nie jest najlepsze, ale nie zdradzę, dlaczego tak uważam. Wtedy musiałbym napisać, jak wygląda finał, a to warto jednak sprawdzić samemu. Nawet mimo wymienionych przeze mnie (zresztą nielicznych) wad. Przede wszystkim dla rysunków, paru dobrych pomysłów oraz dla mordercy z nożem w ręce i z rybą w głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

stat4u