Obecnie dość rzadko zdarza mi się grać „na ekranie”, ale jeśli już do czegoś usiądę, najprawdopodobniej będzie to RPG albo przygodówka. Z jakiegoś powodu całe to kombinowanie z przedmiotami, zastanawianie się, czego użyć na czym, co połączyć, gdzie kliknąć daną rzeczą i tak dalej sprawia mi ogromną przyjemność. Z kolei łamigłówki zazwyczaj doprowadzają mnie do szału: kiedy widzę, że mam poprzestawiać kilkanaście dźwigni, żeby coś uruchomić, mam ochotę wyłączyć komputer i uciec z pokoju. Jeśli przygodówka ma wiele łamigłówek (jak choćby przepiękne Machinarium), mogę ją lubić, ale najprawdopodobniej będę miał z jej ukończeniem sporo trudności.
Czyli: łamigłówki to zło. W związku z tym kupiliśmy sobie Dziennik 29, książko-grę zawierającą, a jakże, same łamigłówki.

