Metody Marnowania Czasu: garth ennis
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą garth ennis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą garth ennis. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2026

16/2026 (46): Paper Girls, tom 1 | Krzyżnięci, tom 1 | Legenda Vox Machiny, sezon 4 [podcast]

Brak komentarzy:

Czy pierwszy tom Paper Girls dowozi (i nie mamy tu na myśli gazet)? Jak czyta się nazwisko Briana K. Vaughana? Jak wielką abominacją jest pierwszy tom Krzyżniętych? Czy mamy nadzieję, że drugi będzie jeszcze większą? Czy Vox Machina pokazuje, że serial może mieć mocne sceny, ale nie być abominacją? O tym i o kilku innych rzeczach rozmawiamy w #46 odcinku naszego podcastu. 

PRZECZYTANE, POGRANE, POOGLĄDANE #36 

PRZECZYTANE📚📜 
▶️Paper Girls, tom 1 [Brian K. Vaughan & Cliff Chiang] 
▶️Krzyżnięci, tom 1 [Barf Ennis, David Fapham & Jacen Burrows] 

POOGLĄDANE🎬📽️ 

▶️Legenda Vox Machiny, sezon 4 [Critical Role] 

00:00 Paper Girls 
15:14 Krzyżnięci 
50:38 Legenda Vox Machiny

środa, 17 czerwca 2026

14/2026 (44): Finał THE BOYS i podsumowanie serialu [podcast]

Brak komentarzy:

Miało być o kilku serialach, ale wyszła nam całość o finałowym sezonie The Boys, bo jest o czym dyskutować. Czy jesteśmy zadowoleni z tego, jak to wszystko się skończyło? Co lubimy, czego nie lubimy? O tym i o kilku innych rzeczach rozmawiamy w najnowszym odcinku naszego podcastu, a imię jego czterdzieści i cztery.

czwartek, 23 października 2025

21/2025 (23): Pulp | Sezon spadających gwiazd | Red Team | Mushishi [podcast]

Brak komentarzy:

PRZECZYTANE📚📜 ▶️Pulp [Ed Brubaker & Sean Phillips] ▶️Sezon spadających gwiazd [Marcin Podolec] ▶️Red Team [Garth Ennis & Craig Cermak] ▶️Mushishi [Yuki Urushibara]

niedziela, 20 listopada 2022

Komiksowe Podsumowanie Tygodnia #3: Chainsaw Man, tomy 6-7 | Hitman #12 | The Human Target #8 | Poison Ivy #5 | Strange Adventures #2 | Teenage Mutant Ninja Turtles #59

Brak komentarzy:

Kiedyś tam robiłem swoje Planszówkowe Podsumowania Miesiąca, przynajmniej dopóki mi się nie odechciało. W międzyczasie pisałem też podsumowania komiksowe, w przypadku których odechciało mi się jeszcze szybciej.  Nie dawałem rady raz na miesiąc, czemu więc nie spróbować raz na tydzień? No to próbuję.

niedziela, 13 listopada 2022

Komiksowe Podsumowanie Tygodnia #2: Chainsaw Man, tom 5 | Hitman #11 | Kasane, tom 1 | Poison Ivy #4 | The Silver Coin #15 | Strange Adventures #1

Brak komentarzy:

Kiedyś tam robiłem swoje Planszówkowe Podsumowania Miesiąca, przynajmniej dopóki mi się nie odechciało. W międzyczasie pisałem też podsumowania komiksowe, w przypadku których odechciało mi się jeszcze szybciej.  Nie dawałem rady raz na miesiąc, czemu więc nie spróbować raz na tydzień? No to próbuję.

niedziela, 8 kwietnia 2018

The Boys [Garth Ennis, Darick Robertson & Russ Braun] [recenzja]

Brak komentarzy:
Przeczytałem pierwszy zeszyt Chłopaków lata temu i pamiętam, jak pomyślałem, że to przecież musi być dobre: znana wszem i wobec nienawiść Ennisa do superbohaterów, jego zjadliwość i ekipa popaprańców, której zadaniem jest temperowanie trykociarzy, którzy postanowili wyjść przed szereg (inaczej niż Hitman, który zabijał ich na zlecenie). W dodatku w odróżnieniu od paru fikołków tego scenarzysty, wyglądało na to, że tym razem będzie bardziej na serio niż błazeńsko. No i akcja z urwanymi rękami kobiety jednego z głównych bohaterów – to nie miało prawa się nie udać!

Mimo to cały czas odkładałem The Boys na później i chyba nie skłamię, jeśli powiem, że trwało to ponad pół dekady. Bywa i tak. Parę miesięcy temu wróciłem do tej serii, przeczytałem parę kolejnych zeszytów i szybko doszedłem do wniosku, że nie, chyba rezygnuję, to nie dla mnie. Nawet w tej chwili (czyli po przeczytaniu całości) podtrzymuję stwierdzenie, że w moim przypadku Chłopaki nie zapowiadali się dobrze i nadal dziwię się, że nie odpadłem niemal na starcie. Pan scenarzysta wespół z rysownikiem skutecznie próbowali zniechęcić mnie do lektury dalszego ciągu i prawie im się to, przewrotnym draniom, udało – a wtedy nie wiedziałbym, co straciłem.

sobota, 13 stycznia 2018

Punisher MAX Gartha Ennisa [recenzja]

Brak komentarzy:

Co lubi Ennis, każdy widzi: epatowanie przemocą, pokazywanie kalectw oraz deformacji, nawiązywanie w swoich komiksach do religii oraz szeroko rozumianej wojny. Nie lubi za to superbohaterów. Dwa zdania, które właśnie przeczytaliście, to rzecz jasna ogromny skrót, ale mniej więcej oddaje to, czego można oczekiwać sięgając po historie napisane przez szalonego Irlandczyka. Wszystko to wydaje się idealnie pasować do postaci Punishera i swego czasu (swoją drogą, naprawdę minęło już tyle lat?) wiązałem spore nadzieje z Ennisem zajmującym się przygodami Franka Castle’a. Niestety, o ile (pomijając pewne niedorzeczności) początek wydawał się dokładnie taki, jaki powinien być, później robiło się coraz gorzej, aż w końcu autor Kaznodziei przekroczył granice absurdu. Mimo to cały czas pamiętałem, że przecież gdzieś tam na horyzoncie czeka na mnie jeszcze Punisher MAX, wiedziałem, że to dużo lepsza i bardzo mocna rzecz, bo czytałem już kilka zeszytów tej serii. Niedawno wreszcie przerobiłem całość i pierwsze, co przychodzi mi do głowy po lekturze, to pytanie: czemu zabrałem się za to tak późno?!

wtorek, 29 sierpnia 2017

The Punisher Volume 3 [Garth Ennis & Steve Dillon] [recenzja]

Brak komentarzy:
Dopiero zabierając się za ten tekst zauważyłem, że dotychczas nie było tutaj ani słowa na temat Gartha Ennisa. Jeden z bardziej szalonych i, niestety, nierównych scenarzystów wreszcie doczekał się pierwszego - i pewnie nie ostatniego - wpisu, a konkretniej recenzji jego podejścia do postaci Punishera. Swego czasu udało mi się dorwać kilka zeszytów serii The Punisher MAX, również napisanej prze Gartha i, strasznie zachęcony, postanowiłem przeczytać całość. Potem okazało się, że wypada znać wydarzenia zaprezentowane w dwóch poprzedzających wersję MAX edycjach (trzeciej i czwartej), zabrałem się więc do czytania trójki.

czwartek, 11 lipca 2013

Hellblazer: Damnation's Flame [Garth Ennis & Steve Dillon] [recenzja]

Brak komentarzy:
Się zdziwiłem, ale ten tom jest o wiele, wiele lepszy niż denerwujący stałymi patentami Ennisa Tainted Love. Od Fear and Loathing również. Trudno mi podjąć decyzję, czy mogę postawić go na równi z Dangerous Habits, ale jeśli jednak nie, to właśnie zbiór Damnation's Flame znalazłby się wyżej. Czteroczęściowa psychodeliczna podróż Constantine'a po alternatywnej wersji Nowego Jorku (opustoszałe ulice, czerwone niebo, wypływająca z budynków krew i znaki drogowe powycinane na skórze wisielców), odbywana w towarzystwie jednego z byłych prezydentów Stanów Zjednoczonych to świetna rzecz i co najważniejsze: nic nie razi tu ennisowską wtórnością, w każdym razie w czasie lektury w ogóle tego nie odczuwałem. Pewnie mógłbym napisać, że przecież voodoo było też w Kaznodziei, ale byłoby to całkowicie niepotrzebne czepianie się. Po najlepszej części tego tomu zostają już bardziej standardowe dla tego scenarzysty (ale za to z udziałem dwóch innych rysowników), rozwlekłe rozmowy przy stole zapełnionym alkoholem, ale w ich wypadku jest zupełnie jak z początkiem tego zbioru: nie miałem powodów do narzekania.
Pominąłem Bloodlines, a do przeczytania zostały mi jeszcze tomy Rake at the Gates of Hell i Son of Man (nie liczyłbym na to, że zajmę się nimi wkrótce), ale póki co występy Ennisa w Hellblazerze to dwa celne strzały i dwa pudła. Czyli mogło być gorzej, mogło również być lepiej i zobaczymy, co dalej. Delano zrobił dla tej serii ciekawsze rzeczy, sam Ennis też bywał bardziej w formie, ale nie jest źle, tyle że prawdę mówiąc zabrałbym się już za wydania zbiorcze autorstwa Ellisa i Azzarello. Sam nie wiem, czy ruszać resztę, słyszałem, że niespecjalnie warto i że nawet Milligan, którego uwielbiam, wypadł strasznie. Zobaczymy, pewnie i tak zanim dotrę do jego wersji Constantine'a, minie z pół dekady.

środa, 3 lipca 2013

Hellblazer: Tainted Love [Garth Ennis & Steve Dillon] [recenzja]

4 komentarze:
Tainted Love, kolejny tom Hellblazera napisany przez Gartha Ennisa i narysowany przez Steve'a Dillona. O tym drugim napisałem wcześniej chyba wszystko, co było do napisania, już dawno mnie znudził i od czasu, kiedy miałem w rękach ostatni zilustrowany przez niego komiks, nic się nie zmieniło. Przynajmniej nie przeszkadza na tyle, żeby psuć mi ewentualną przyjemność obcowania z chorą wyobraźnią autora Kaznodziei. Ewentualną, bo jak wiadomo, z jego pomysłami też bywa różnie, na przykład poprzedni zbiór przygód Constantine'a był kiepski. Tym razem wyszło lepiej, aczkolwiek nie mogę stwierdzić, że jestem zachwycony.

W Tainted Love główny bohater upada na samo dno, po rozstaniu się z Kit w Fear and Loathing zaczyna pić, zostaje bezdomnym, zapomina o swoich magicznych zdolnościach i po prostu trwa, czekając, aż wykończy go alkohol albo zimno. Czytelnik oczywiście wie, że John w końcu z tego wyjdzie, pytanie tylko: jak? W międzyczasie spotyka na swojej drodze kilka dodatkowych problemów, jak choćby króla wampirów. I tutaj zacznie się moje narzekanie. Finał tej historii trochę za bardzo przypomina mi wątek ze święconą wodą z tomu Dangerous Habits. Okoliczności są trochę inne, ale pomysł scenarzysty został oparty na tym samym patencie. Później znowu czuję, że mam do czynienia z powtórką: tytułowa opowieść o przyzwanym demonie, zresztą całkiem niezła, kojarzy się z tym, co Ennis napisał do Rare Cuts. Reszta Tainted Love to właściwie wycieczka po ulubionych wątkach tego autora: poza wampirem i demonem jest sporo przemocy, długie rozmowy przy kieliszku, II wojna światowa, religia i zły kapłan, który niczym Jessie Custer wydziera się na Boga i demoluje krzyż, a potem podpala kościół, co z kolei wielokrotnie miało miejsce w True Faith. Nie jestem wielkim fanem tego scenarzysty i nie czytałem wszystkiego, co wydał (może w pozostałych scenariuszach błyszczy pomysłowością - jeśli tak, niech ktoś da mi znać, w których dokładnie), ale w komiksach, które znam, tego rodzaju rzeczy pojawiają się zawsze. Za każdym razem występuje co najmniej jedna z wyżej wymienionych, zrealizowana w bardzo podobny sposób. I chociaż Tainted Love nie jest złym tomem (czyta się dobrze, wszystko gra, scena z żyletką daje radość i szczęście), w czasie lektury zadawałem sobie pytanie: ileż można? To wszystko już było, wiele razy, a jeśli ktoś czytał Preachera przed Hellblazerem, sytuacja wygląda tak: to wszystko już było, wiele razy, w dodatku na dużo wyższym poziomie. Ennis wałkowany po raz kolejny może stać się w oczach czytelnika więźniem samego siebie i nudzić pomysłami, które paradoksalnie są jego znakiem firmowym odróżniającym go od innych scenarzystów. I tak samo jest również tutaj. To dobry komiks, ale byłby o wiele ciekawszy, gdybym zapoznał się z nim przed pozostałymi historiami tego autora. Niestety, na to już za późno, więc trochę kręcę nosem, ale ogólnie źle nie jest. Na pewno dużo lepiej niż w Fear and Loathing.

środa, 25 lipca 2012

Hellblazer: Fear and Loathing [Garth Ennis & Steve Dillon] [recenzja]

4 komentarze:
Nigdzie nie mogłem znaleźć tomu Bloodlines, więc od razu przeskoczyłem do Fear and Loathing (przeczytałem ten komiks w polskiej wersji, ale żeby nie mieszać w spisie recenzji oraz nie pisać raz o wydaniach oryginalnych, innym razem o przetłumaczonych, pozostanę przy angielskich tytułach). Bloodlines mam gdzieś na płycie, w formie skanów, ale od kilku lat już nie czytam komiksów ściągniętych z Internetu, więc poczekam, aż trafię na papierowe wydanie zbiorcze.

Ze wszystkich tomów serii Hellblazer, jakie przeczytałem do tej pory, Fear and Loathing niestety przekonuje mnie najmniej. W Dangerous Habits Ennis napisał spójną, długą i dobrą historię, tutaj oddał kilka pojedynczych, dużo cichszych strzałów: najpierw Constantine rozprawia się z dzieciakiem próbującym namówić jego siostrzenicę do praktykowania czarnej magii, potem obchodzi swoje czterdzieste urodziny, aż wreszcie scenarzysta przechodzi do głównego wątku, czyli walki z, jak opisano to na okładce, "szalonymi rasistami". Gdzieś pomiędzy tym wszystkim czytamy o podstępie głównego bohatera, który doprowadza do upadku pewnego anioła, co przypomina beta wersję pomysłów, jakie czytelnicy mieli okazję widzieć w Kaznodziei... tyle że to właśnie Kaznodzieję czytałem najpierw i teraz to, co znalazło się w serii Hellblazer odczułem jako powtórkę z rozrywki, nieważne, że to scenariusze z Fear and Loathing były pisane wcześniej. Tak czy inaczej, Ennis wałkował podobne pomysły w różnych komiksach. Czytając to, trochę się wynudziłem. Oglądając też, bo Dillon już dawno znużył mnie jako rysownik, dając kilku bohaterom zbyt mało różniące się twarze i czasem sprawiając wrażenie, że w kółko rysuje Custera lub jego rodzeństwo. Nagle doszły jeszcze bluzgi, których nie było przedtem, też kojarzące się z Kaznodzieją. Same w sobie nie przeszkadzają, za to przeszkadza świadomość, że Delano, poprzedni scenarzysta, nie potrzebował tuzinów kurew, żeby zbudować nastrój horroru i stworzyć interesującą historię. Poza tym stawiał Constantine'a przed ciekawszymi problemami niż pokazane w niezbyt porywający sposób rozstanie z kobietą. Fear and Loathing nie jest beznadziejnym tomem, ale niestety, powtórzę to jeszcze raz, dla mnie najbardziej rozczarowującym z dotychczasowych. Tym bardziej, że po Dangerous Habits Ennis dostał ode mnie naprawdę spory kredyt zaufania. Mam nadzieję, że Tainted Love będzie lepszą opowieścią i że można ją dorwać łatwiej niż Bloodlines.

wtorek, 10 lipca 2012

Hellblazer: Dangerous Habits [Garth Ennis & William Simpson] [recenzja]

2 komentarze:
Dangerous Habits Ennisa i Simpsona to pierwszy tom Hellblazera, jaki przeczytałem, zdaje się, że niedługo po polskiej premierze, czyli mniej więcej cztery lata temu. Spodobało mi się na tyle, że zacząłem od początku, czyli od Original Sins do scenariuszy Dealano, a teraz, po latach i przeczytaniu Rare Cuts, powróciłem do przygód Constantine'a wymyślanych przez autora Kaznodziei.

Kiedy Ennis przejmował rolę głównego scenarzysty serii, wiedział, że musi wpaść na coś dobrego. Dorobek Delano był spory, nie wspominając o tym, że stał na wysokim poziomie, więc głupio byłoby obniżyć poprzeczkę. Ennis postanowił zacząć z grubej rury: główny bohater umiera. Najlepszy w pomyśle z jego nieuchronną śmiercią jest fakt, że nie dopadły go demony ani starzy wrogowie. Constantine, od dziecka palący tony papierosów, dowiaduje się, że umiera na raka płuc. Kiedy już uda mu się pożegnać pierwsze napady strachu i godzi się z ironią całej sytuacji (bezczelny i cyniczny magik pokonany przez najzwyklejsze papierosy), próbuje coś z tym zrobić, głównie dzięki swoim znajomościom. Przy okazji udaje mu się rozwścieczyć samego diabła, co sprawia, że wizja bliskiej śmierci staje się jeszcze bardziej przerażająca. Constantine wie, że od tej pory w piekle czeka go specjalne traktowanie.

W końcu nadchodzi pora pożegnań. Główny bohater co prawda wpada na pomysł uniknięcia śmierci, ale wydaje się on tak nieprawdopodobny do zrealizowania, że woli odwiedzić kilka bliskich osób i przed swoim odejściem spłacić parę starych długów. A potem próbuje zrealizować przekręt, za wymyślenie którego Ennisowi należą się spore brawa. Według mnie Dangerous Habits to bardzo dobre wejście tego scenarzysty do świata Hellblazera. Ennis dobrze wyczuł postać Constantine'a, zresztą tego typu bohaterowie, cyniczne, aroganckie, tchórzliwe i nieczułe sukinsyny z obecnym gdzieś w głębi, ale rzadko dochodzącym do głosu dobrym sercem, wydają się być dla niego jednymi z najodpowiedniejszych. Poza tym czytelnicy mogą tu zobaczyć, na jakie pomysły wpadał Ennis przed stworzeniem Kaznodziei, serii, którą chyba mogę nazwać bezpośrednim spadkobiercą pracy Gartha przy Hellblazerze.

Scenarzysta zaznacza we wstępie, że choć William Simpson zna się na swojej pracy, bardziej nadaje się do innego typu historii, ale z drugiej strony warstwa graficzna wcale nie odbiega od tego, co można było zobaczyć w poprzednich tomach. Jako wizualizacja scenariusza daje radę, ale nie jest powalająca i zdążyła się już zestarzeć. To można zaakceptować, szkoda tylko, że porównując wygląd Constantine'a na poszczególnych kadrach Dangerous Habits, można odnieść wrażenie, że jednym z efektów chorowania na raka płuc jest co chwilę zmieniająca się twarz. Tak jakby w filmie jednego bohatera grało kilku aktorów.

środa, 23 maja 2012

Hellblazer: Rare Cuts [Jamie Delano, Grant Morrison, Garth Ennis, David Lloyd, Sean Phillips, Richard Piers Rayner & Mark Buckingham] [recenzja]

Brak komentarzy:
Zgodnie z informacją zamieszczoną na okładce, Rare Cuts to sześć niepublikowanych wcześniej w zbiorczych wydaniach epizodów z przygodami Johna Constantine'a, do scenariuszy Delano, Morrisona i Ennisa. Jeśli tak, to zakładam, że tom drugi, The Devil You Know, został złożony później, bo historia Newcastle: A Taste of Things to Come znajduje się zarówno tam, jak i w Rare Cuts. W każdym razie dla kogoś takiego jak ja, w ślimaczym tempie zapoznającego się z serią Hellblazer zgodnie z chronologią (nie licząc Dangerous Habits Ennisa, zbioru przeczytanego lata temu), ten tom to możliwość zobaczenia trochę innej wersji tego komiksu niż ta, do jakiej zdążył przyzwyczaić mnie Jamie Delano. Co nie zmienia faktu, że jego scenariusze i tak są tu najlepsze, zwłaszcza Dead-Boy's Heart. W In Another Part of Hell trochę przeszkadzał mi momentami głupkowaty i groteskowy humor. Morrison się nie popisał, jego dwa zeszyty o szale ogarniającym niewielkie miasto są średniakami. Jeśli chodzi o Ennisa, w This is Diary of Danny Drake pokazał dobrą historię, nie odbiegając od poziomu Delano. Teraz kolej na niego, już od następnego tomu autor Kaznodziei przejmie w Hellblazerze rolę stałego scenarzysty. Jeśli chodzi o ilustracje, wszyscy rysownicy pojawiali się w serii już wcześniej, więc dotychczasowi czytelnicy powinni wiedzieć, czego się spodziewać.

Rare Cuts to krótkie wydanie zbiorcze, do szybkiego przeczytania, zawierające historie przejściowe, co niekoniecznie oznacza, że słabe. Stały poziom i atmosfera serii zostały zachowane. Żegnamy Delano, przechodzimy przez średnią opowieść Morrisona, witamy Ennisa i przygotowujemy się na jego dłuższy pobyt na stronach tego komiksu. Jedno z pierwszych zdań na tylnej okładce Dangerous Habits, kolejnej części, brzmi: John Constantine is dying.