Metody Marnowania Czasu: arkham horror: gra karciana
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą arkham horror: gra karciana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą arkham horror: gra karciana. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2020

Planszówkowe Podsumowanie Miesiąca: Październik 2020

Brak komentarzy:

Cthulhu Wars
18 partii w 10 tytułów (ostatnio: 20 partii w 9 tytułów)

Udział wzięli: Cthulhu Wars (2), Forbidden Desert (1), Horror w Arkham: Gra karciana (1), Jungle Boogie (3), Legendary: A Marvel Deck Building Game (1), The Mind (1), Patchwork (1), Super Rhino (3), Vampire: The Eternal Struggle (4), Znak Starszych Bogów (1)

środa, 14 października 2020

Gry, w które grałem najczęściej (2020)

Brak komentarzy:

Kolejny rok, kolejne wydanie listy gier, w które grałem najczęściej (tutaj lista z 2016, tutaj z 2017, tutaj z 2018, a tutaj z 2019 roku). Chyba wszystko jasne, więc nie będę niepotrzebnie przedłużał.

wtorek, 11 sierpnia 2020

Horror w Arkham: Gra karciana [Nate French & Matthew Newman] [recenzja]

Brak komentarzy:


Udało się – wreszcie napisałem recenzję karcianego Horroru w Arkham. Wydaje mi się, że do tekstu podszedłem ze sporą ostrożnością i będąc świadomym, że żadnym tam ekspertem nie jestem – czymże jest moje mniej więcej 50 rozgrywek w porównaniu z wojażami prawdziwych fanatyków tej gry? Spokojnie, znam swoje miejsce w szeregu i mam nadzieję, że nie nawypisywałem tu zbyt wielu głupot ani nie pominąłem szczególnie ważnych rzeczy (poza tym w tekście generalnie chwalę, więc chyba nie będzie linczu). Z drugiej strony, przecież zagranie w coś 50 razy to w moim i zapewne nie tylko w moim wypadku całkiem niezły wynik (punkt odniesienia tutaj), z powodu którego wydaje mi się, że coś tam o tej karciance jednak wiem. A co wiem, zawarłem w „kilku” poniższych akapitach. 

niedziela, 9 lutego 2020

Planszówkowe Podsumowanie Miesiąca: Styczeń 2020

Brak komentarzy:
Root
19 partii w 6 tytułów (ostatnio: 20 partii w 6 tytułów)

Udział wzięli: Avp: The Hunt Begins (1), Dungeon Forge (1), Horror w Arkham: Gra karciana (3), Mamy szpiega! 2 (8), Root (2), Vampire: The Eternal Struggle (4)

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Moje ulubione gry bez prądu (2020): miejsca #20-11

Brak komentarzy:

Kolejny rok, czas na kolejne wydanie listy moich ulubionych gier. Tym razem bardzo niewiele zmian (chyba najmniej w historii zestawień z tego cyklu), bo, nie oszukujmy się, 12 ostatnich miesięcy zdecydowanie należało do tytułu, który znajdzie się tu na miejscu pierwszym. Nie żebym nie grał w nic innego, ale, cóż, nie na tyle, żeby doszło tu do czegoś w rodzaju trzęsienia ziemi największa zmiana to chyba kolor ściany za widocznymi powyżej pudełkami. Z góry uprzedzam: jeśli chodzi o nazwy gier, będzie to niemal kopiuj-wklej tego, co pojawiło się tu na początku 2019... mówi się trudno, a poza tym przecież i tak nikt nie uczy się poszczególnych miejsc na pamięć. Zaczynamy.

Poprzednie listy:
2019, miejsca #20-11 i #10-1
2018, miejsca #20-11 i #10-1
2017, miejsca #20-11 i #10-1
2016

niedziela, 3 marca 2019

Planszówkowe Podsumowanie Miesiąca: Luty 2019

Brak komentarzy:

Najwięcej partii: Arkham Horror: Gra karciana (2), Vampire: The Eternal Struggle (2)

W Arkham Horror udało nam się ukończyć scenariusze Karnawał koszmarów oraz Klątwa Rougarou. Co tu dużo pisać, to jest świetna i niesamowicie klimatyczna gra, w czasie której cały czas czujemy się zaszczuci, a jeśli nawet osiągamy zwycięstwo, wygrywamy ostatkiem sił. Chciałbym zagłębić się w tę karciankę bardziej - wydaje mi się, że do mojej pierwszej dziesiątki raczej nie wejdzie, ale już teraz jest bardzo blisko.

wtorek, 8 stycznia 2019

Moje ulubione gry planszowe (2019): miejsca #20-11

Brak komentarzy:

Bez niepotrzebnego przedłużania, bo przecież wiadomo, o co chodzi: kolejny rok, aktualizacja listy moich ulubionych gier, miejsca #20-11 (może za 12 miesięcy napiszę o pierwszej trzydziestce). Trzy nowości, kilka niewielkich przetasowań.

Poprzednie listy:
2018, miejsca #20-11 i #10-1
2017, miejsca #20-11 i #10-1
2016

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Moje ulubione gry planszowe (2018): miejsca #20-11

Brak komentarzy:

Kolejny rok, następna edycja listy moich ulubionych gier (poprzednią znajdziecie tutaj). Znowu dwadzieścia tytułów, ale wydaje mi się, że za dwanaście miesięcy będę już gotowy na listę z trzydziestoma (nie żebym nie mógł już w tej chwili wystrzelić z pięćdziesiątką,tyle że na razie raczej nie ma to większego sensu). Bez zbędnego przedłużania, zaczynamy: miejsca #20-11, w tym trzy nowości.

piątek, 1 września 2017

Planszówkowe Podsumowanie Miesiąca: Sierpień 2017

Brak komentarzy:
Pocket Mars
27 partii w 11 tytułów (ostatnio 33 partie w 10 tytułów)

Najwięcej partii: Karciane Podziemia (5) i Pocket Mars (5)

Karciane Podziemia: Po pierwszych czterech grach solo miałem ochotę albo natychmiast sprzedać tę grę albo wyrzucić ją za okno. Zresztą, zajrzyjcie tutaj. Później zagrałem z Magdą i wyszło dużo lepiej, nawet nie dlatego, że wygraliśmy, ale po prostu w czasie rozgrywki działo się coś poza szybkim umieraniem z powodu nieudanych rzutów. Nadal mam z tą grą spory problem, uważam, że jest o wiele za trudna, co samo w sobie niekoniecznie jest wadą... mam jednak wrażenie, że w Karcianych Podziemiach graczy zabija przede wszystkim losowość. Na tym etapie mojej znajomości z tą karcianką wydaje mi się, że stwierdzenia takie jak "Musisz nauczyć się ogrywać poszczególne postacie" to bzdura, że nie wspomnę o kwasie związanym z kostkami, które chyba nie do końca są takie, jakie miały być, i z kilkoma źle przetłumaczonymi zasadami oraz kartami. No nic. Jeszcze trochę pogram, tylko dzięki piątej partii - gdyby nie ona, One Deck Dungeon już dawno szukałaby nowego właściciela.

sobota, 1 lipca 2017

Planszówkowe Podsumowanie Miesiąca: Czerwiec 2017

Brak komentarzy:
Twilight Imperium na czterech graczy
26 partii w 12 tytułów (ostatnio 30 partii w 15 tytułów)

Najwięcej partii: Guild Ball (7)

Obecnie jedna z moich ulubionych gier, więc bardzo się cieszę, że w czerwcu daliśmy radę powalczyć na boisku aż 7 razy. Wygląda też na to, że pojawił się nam w Bielsku jeszcze jeden gracz, więc jest nadzieja, że Guild Ball nie zniknie z mojego życia jak wcześniej Netrunner.

Nowości: Splendor (1), Twilight Imperium (1), Zakazane Gwiazdy (1)

Splendor: Hmm... no fajne, fajne zbieranie szlachetnych kamieni, które tak naprawdę mogłyby być czymkolwiek. W moim odczuciu to niekoniecznie wada, bo jeśli gra działa dobrze, niech sobie będzie "sucha". Tutaj zbieranie kart, żeby uzbierać jeszcze więcej kart to całkiem sympatyczny mechanizm, angażujący akurat tyle szarych komórek, żeby było przyjemnie i żeby gracz przypadkiem nie spocił się od zbyt intensywnego myślenia. Czy działa to dobrze? Według mnie tak. Z drugiej strony, Splendor dupy nie urywa i po jednej rozgrywce mam wrażenie, że w Splendorze widziałem już (prawie) wszystko. Gra pewnie robiłaby lepsze wrażenie wśród ludzi, którzy nie widzieli za wiele planszówek, dla mnie to takie dość przyzwoite, abstrakcyjne mielenie kartoników - zaproponujecie, mogę raz na czas pograć, ale raczej nie będę niecierpliwie czekał na kolejne partie.

Twilight Imperium: TAK! Wreszcie. Ponad rok po napisaniu tego tekstu w końcu daliśmy radę zagrać w tego potwora, choć "zagrać" to trochę za duże słowo. Siedliśmy w czterech, znając zasady piąte przez dziesiąte, i zrobiliśmy dwie tury w cztery godziny. Pierwsze wrażenia? Oczywiście za wcześnie, żeby napisać cokolwiek znaczącego, ale pomimo tego, że właściwie niewiele się działo (i to w czasie, w którym w wiele innych dużych tytułów da się zagrać więcej niż jeden raz), na pewno czuć tę kosmiczną epickość. Właśnie na to liczyłem. Twilight Imperium to monstrum i pożeracz wielu cennych godzin życia, tyle że siadając do tego tytułu trzeba po prostu przyjąć to na klatę. My przyjęliśmy i już zbieramy się do kolejnej, tym razem pełnej rozgrywki. W międzyczasie odzyskałem podstawkę i dodatek Shattered Empire, wydrukowaliśmy spolszczenie, od kilku dni wycinam rodzime wersje kart i sam fakt, że mi się chce, daje poczucie, że TI to coś więcej niż gra. W lipcu kolejne kosmiczne podboje.

Zakazane Gwiazdy: Wytłumaczyli mi zasady w dziesięć minut i jedziemy. No dobra. Moja gra mogła trochę przypominać bieg niewidomego przez płotki, ale i tak prawie wygrałem. Drugi gracz z naszej trójki też prawie wygrał. Miałem plan zgarnięcia ostatniego celu w kolejnej turze i prawie na pewno by mi się to udało, tyle że moi przeciwnicy byli szybsi: obaj zdobyli swój trzeci cel i wygraną zgarnął ten, który miał więcej planet. Przypomina mi to kilka trzymających w napięciu do ostatniej chwili partii Cyklad, gdzie każdy miał po jednej metropolii, a w decydującej turze zwyciężał ten, kto najlepiej kombinował i dopilnowywał każdego szczegółu, od kolejności bogów i tego, kogo musi wylicytować, przez potwory, aż do wydania takiej ilości złota, żeby wciąż było go stać na decydujący cios. Walka w Zakazanych Gwiazdach może być długa i nudna (szczególnie dla kogoś oglądającego starcie z boku), ale wydaje mi się, że jeśli ktoś wie, co robi (czyli na pewno nie ja podczas pierwszej w życiu rozgrywki), system działa i daje wiele interesujących możliwości. Żetony rozkazów oraz ich rozmieszczanie na planszy tak, by dopiąć swego i jednocześnie zablokować oponentów tam, gdzie trzeba, to masa frajdy. Czas rozgrywki (w naszym wypadku prawie równe trzy godziny na trzech graczy) jest znośny - niby wskazówka kilkukrotnie okrąża zegar, ale podczas partii zupełnie się tego nie czuje; miałem wrażenie, że tury mijały bardzo szybko, nawet jeśli tak nie było. Skończyliśmy chyba w szóstej. Dobry tytuł, na pewno jeszcze zagram (ale wcześniej przeczytam instrukcję i zapoznam się z możliwościami poszczególnych frakcji).

Nowość miesiąca: Twilight Imperium, a jakże (chociaż tak naprawdę ów zaszczytny tytuł należy się bardziej Zakazanym Gwiazdom)

Powroty: Arkham Horror: Gra karciana (2), Cyklady (1), Micropul (2), Race for the Galaxy (5)

Race for the Galaxy: Znowu odsyłam tutaj. Właściwie tutaj też. Od dawna chciałem powrócić do tej rewelacyjnej (przynajmniej tak ją zapamiętałem) karcianki. Wczoraj rozegraliśmy pięć partii, po których z radością stwierdzam, że pamięć mam dobrą. Jasne, że losowość, bo w końcu karty, jasne, że to głównie mechanika bez klimatu, ale jak ta gra jest przemyślana i jak dobrze działa! W pudełku z podstawką trochę ponad setka kartoników, czyli niewiele, a można iść w militaria, w pokojowe kolonizowanie planet, handel, produkcję i konsumpcję albo we wszystko po trochu, karty są jednocześnie towarami, środkiem płatniczym i planetami oraz technologiami, a po każdej partii czułem przede wszystkim wielki szacunek do autora za to, jak udało mu się poskładać to w świetnie działającą całość. Myślę o dodatku Xeno Invasion, ale przede wszystkim pytanie do doświadczonych graczy w Race'a: czy któreś rozszerzenie daje sensowną możliwość bezpośredniego przeszkadzania przeciwnikowi? To chyba jedyna rzecz, której trochę mi tu brakuje.

Powrót miesiąca: Race for the Galaxy

Stale na stole: Alien Frontiers (2), Bright Future (1), Gejsze (1), Guild Ball (7), Legendary: A Marvel Deck Building Game (2)

Prawie samo dobro, więc tylko się cieszyć. Prawie, bo Bright Future, o której pisałem już wcześniej, to jednak nie ta liga, co reszta wymienionych obok tytułów, aczkolwiek i tak gra się całkiem przyjemnie.

Rozczarowanie miesiąca: Cyklady

Znowu graliśmy z Tytanami, znowu jeden z graczy rozwalił resztę robiąc krwawy rajd po całej planszy niszcząc wszystko na swojej drodze armią odbierającą sens rzucaniu kostkami. ALE! Wczoraj przypomniałem sobie, że przecież za ruch z Tytanem płaci się 1 złota, potem 2, potem 3 i tak dalej, a chyba graliśmy tak, że zwycięzca płacił jedynie po sztuce za każde kolejne pole. Jeśli tak, zwracam temu dodatkowi honor i chętnie zagram na drugiej wersji planszy ponownie, a rozczarowaniem nazwę raczej swoje kłopoty z pamięcią (jak widać jednak nie zawsze jest dobra).

Gra miesiąca: Twilight Imperium

Wiem, że to nawet nie była pełna rozgrywka, jednak przyćmiewa to moja radość, że wreszcie się udało. Zobaczymy, jak będzie po całej rozegranej partii. Gdybym miał zignorować swój nie do końca uzasadniony entuzjazm, grą miesiąca zostałby Guild Ball, Race for the Galaxy albo Zakazane Gwiazdy - i naprawdę nie wiedziałbym, na którą się zdecydować. 

Krótkie podsumowanie: Rozgrywek nie było aż tak wiele, ale uważam czerwiec za świetny miesiąc. Prawie same warte uwagi nowości, powroty (Race!) i stale obecne na moim stole gry. Prawie każdy tytuł z minionego miesiąca to coś, co albo bardzo lubię albo co ma duże szanse bardzo mi się spodobać i zagościć w moim planszówkowym życiu na dłużej. Oby w lipcu było podobnie.

Jeśli chcecie skomentować powyższy tekst, w miarę możliwości zróbcie to tutaj, nie na forach czy Facebooku. Dzięki temu to, co napiszecie (i być może wynikająca z tego ciekawa dyskusja), pozostanie u źródła zamiast przepadać gdzieś w odmętach Internetu. Z góry dziękuję.

tekst i "zdjęcie": Michał Misztal

sobota, 10 grudnia 2016

Arkham Horror: Gra karciana [pierwsze wrażenia]

Brak komentarzy:
Będzie to tekst dość nietypowy, zwykle bowiem piszę o grach, które posiadam, do których czytałem instrukcję i których zasady to ja wyjaśniam innym, w przypadku gry karcianej Horror w Arkham wygląda to jednak inaczej. Grę zaprezentował mi Łukasz, z którym dość często testuję różne tytuły. Póki co przeszliśmy wspólnie kampanię (pierwszy scenariusz dwa razy), stąd na razie tylko moje pierwsze wrażenia, nie zaś recenzja – na tę przyjdzie czas później. 

O mitologii Cthulhu wiem niewiele, choć może trochę więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Czytałem trochę Lovecrafta (i doczytać do końca nie mogłem), Neonomicon i początek Providence Alana Moore'a (oraz Ligę Niezwykłych Dżentelmentów, nie wierzę, że nie ma tam nic o Cthulhu), opowiadanie Studium w Szmaragdzie, wiem o grze fabularnej, widziałem dziesiątki popkulturowych nawiązań do sympatycznego Przedwiecznego z mackami. O ile prozy Howarda Phillipsa strawić nie dałem rady, uważam, że stworzył niesamowity, niezwykle interesujący świat i chwała mu za to. 

Niewiele wiem też o kooperacyjnych karciankach LCG. We Władcę Pierścieni nie grałem, jest to więc model dla mnie zupełnie obcy. I żeby było jasne, nie grałem również w planszowy Arkham Horror ani w Eldritch Horror

Co mi się podobało? Przede wszystkim sama forma rozgrywki; kampania złożona z pojedynczych scenariuszy, gdzie wielokrotnie jedno wynika z drugiego, a nasze wybory wracają po czasie, by wynagradzać lub srogo mścić się na graczach. Podoba mi się poruszanie się z miejsca na miejsce i mechanika upływu czasu, który jest jednym z naszych najgroźnieszych przeciwników – bez niego każdy raczej spokojnie zdążyłby przygotować się na najgorsze. Ciągnięte co turę karty spotkań też dają radę, urozmaicając rozgrywkę, ale jest z nimi podobny problem, co z kartami zagrożeń w Martwej Zimie. Tam właściwie zawsze trzeba było zbierać przedmioty danego typu, w Arkham Horror najczęściej wyskakuje kolejny przeciwnik do ubicia lub test do wykonania, co w końcu staje się monotonne. Sam pomysł niezły (trochę brakowało mi czegoś takiego w T.I.M.E Stories, gdzie paradoksalnie takie rozwiązanie byłoby nielogiczne), wymaga tylko dopracowania. Przyjemność jak zawsze sprawia też składanie talii, szczególnie takim graczom jak ja, którzy lubią... składanie talii. 

Gra jest też niesamowicie frustrująca i na swój sposób jest to jej największa wada i jednocześnie zaleta. Jako badacze nie jesteśmy uzbrojonymi po zęby, gotowymi na wszystko herosami – wręcz przeciwnie. Domyślnie każdy badacz zadaje przeciwnikowi jedno obrażenie i nawet kiedy wyskakuje na nas jakiś frajer z dwoma punktami życia, jeśli akurat nie mamy broni (a nawet z nią czasem trzeba nieźle się napocić w czasie walki), musimy poświęcić dwie (oczywiście o ile będą udane) z naszych trzech akcji, by go pokonać. I nikt nie zagwarantuje nam, że w kolejnej turze nie pojawi się kolejny „frajer”. To zresztą tylko jeden z przykładów tego, jak trudna jest gra. Bywa to zniechęcające, jednak uważam, że tak powinno być: jesteśmy przeciętnymi ludźmi wplątanymi w nadnaturalne wydarzenia, których sami do końca nie rozumiemy, a śmierć czai się za każdym rogiem. Nawet przy dobrze złożonej, wyspecjalizowanej talii. 

Mam obawy, jak będzie wyglądała tak zwana regrywalność Horroru w Arkham. Przy drugim podejściu do scenariusza wprowadzającego przyznaję, że trochę się wynudziłem. Zawsze można jednak spróbować przejść kampanię inną postacią, a poza tym to przecież gra LCG – znając ten format i podejście Fantasy Flight Games, nowych kart badaczy i nowych scenariuszy nie zabraknie. Pytanie tylko, czy sprawdzi się takie czekanie przez około miesiąc na paczkę z kolejnym elementem dłuższej kampanii. Zobaczymy. W razie czego już są dostępne scenariusze przygotowane przez graczy... karciany Arkham Horror nie zginie. Pytanie tylko, co z dalszym rozwojem tego tytułu. 

tekst: Michał Misztal