
O
Scalped przeczytałem tyle dobrego, że gdyby seria okazała się po prostu przyzwoitym czytadłem, byłbym bardzo, ale to bardzo rozczarowany. Biorąc do ręki pierwszy TPB nie miałem jednak żadnych obaw - sto procent pozytywnego nastawienia, odginam okładkę i zaczynam lekturę. Gdy skończyłem, od razu chciałem więcej. Wiem, często pisze się takie rzeczy, ale tym razem naprawdę żałowałem, że kolejne tomy nie leżą gdzieś obok na półce, bo najchętniej przeczytałbym wszystkie w możliwie jak najkrótszym czasie. Ten komiks ma w sobie coś nieuchwytnego (okropna, choć z jakiegoś powodu jednocześnie rewelacyjna rzecz), ale właśnie to coś wciąga i nie pozwala się od niego oderwać, aż do samego końca. Jest brudny i zły, bohaterowie to bezkompromisowi twardziele z łatwością przechodzący od słów do czynów, a cała historia została napakowana robiącą ogromne wrażenie akcją i świetnymi dialogami. Profesjonalna robota, pod każdym względem. Za takie rzeczy kocham
Vertigo.
Główny bohater
Scalped to Indianin Dashiell "Dash" Bad Horse, wracający po latach do rezerwatu Prairie Rose. Gdy dociera na miejsce, nie przypomina syna marnotrawnego; to zły i odpychający skurwiel, zawsze pierwszy do skopania komuś tyłka. Zaczepia wszystkich i niemal od razu po powrocie w rodzinne strony robi burdę w barze, jednak tym razem trafia na ludzi Lincolna Red Crowa, jednej z najważniejszych i najbardziej wpływowych osób w okolicy. Zamiast pozbyć się niewygodnego awanturnika, Lincoln składa Dashiellowi propozycję nie do odrzucenia, w wyniku której główny bohater zostaje jednym z działających na terenie rezerwatu (i kontrolowanych przez Red Crowa) policjantów, co oczywiście nie jest mu na rękę. Tyle że nasz niedobry chłopak też ma parę asów w rękawie, nie wspominając o bardzo istotnej, napędzającej całą fabułę tajemnicy...

Scenariusz to mistrzostwo. Wciąga pod każdym względem, od rozrób i rozpierduchy, przez przedstawienie problemów i beznadziejnej sytuacji mieszkańców rezerwatu, po pełnokrwiste dialogi, nie wmawiające czytelnikowi, że bohaterowie to mili ludzie, a jeśli ktoś jest wkurwiony, używa wyszukanego języka pozbawionego wulgaryzmów. Kolejna dobra rzecz to duża ilość wątków, które - mam nadzieję - w następnych tomach powinny przeplatać się jeszcze bardziej, niż w pierwszym, robiąc jeszcze większe wrażenie.
Scalped to, pod pewnym względem, bardzo nieprzyjemna seria - nie ma tutaj praktycznie żadnej w pełni pozytywnej postaci ani momentów skłaniających do uśmiechu.

Prawie każdy walczy o swoje, nie patrząc na innych. Atmosfera komiksu jest przytłaczająca i potrafi zdołować, co akurat dla mnie stanowi kolejny atut. Nie ma tutaj miejsca na sielankę i kolorowe obrazki. Jeżeli chodzi o warstwę graficzną, ilustracje to kolejny element sprawiający, że czytelnik ma do czynienia z mroczną i przykrą opowieścią. Brudna kreska i brudne kolory - niech nikogo nie zmylą kiepskie skany poniżej okładki - sprawiają, że jest jeszcze lepiej, a ja nie potrafię wytknąć serii jakiejś konkretnej wady. Od scenariusza po rysunki, nic mnie nie drażniło, wszystko się podobało.
Całość jest przemyślana, dopracowana i ożywa na stronach komiksu; jeżeli kolejne TPB są tak samo dobre lub jeszcze lepsze, nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka lat
Scalped był serią powszechnie uważaną za jeden z legendarnych komiksów ze stajni Vertigo. A czytałem opinie, że w następnych tomach rzeczywiście jest lepiej. Zresztą nieważne, co czytałem, bo i tak chcę sprawdzić to na własnej skórze.
Indian Country to jeden z najciekawszych komiksów, jakie miałem ostatnio w rękach i polecam go z czystym sumieniem, tak samo jak cała rzesza ludzi, którzy polecali go przede mną. Dołączam do grupy fanów i zapewniam, że niczego nie wyolbrzymiamy.