
Główny bohater opowieści, czyli Guy Delisle we własnej osobie, wyrusza razem z żoną do tytułowej Birmy. Jego żona, należąca do humanitarnej organizacji Lekarze Bez Granic, zostaje wysłana tam misję, zaś autor komiksu towarzyszy jej między innymi w charakterze opiekuna ich syna. Na miejscu Guy nie ma właściwie żadnych innych obowiązków, może więc poświęcić mnóstwo czasu na obserwację otoczenia i zamieszkujących Birmę ludzi, a trzeba przyznać, że jest mistrzowskim obserwatorem. Ma dar, który pozwala mu wyłuskać humor dosłownie z każdej sytuacji, nieważne, czy chodzi o zajścia ściśle związane ze specyfiką kraju, gdzie przebywa, czy z czymś, co mogłoby wydarzyć się gdziekolwiek indziej. Autor przedstawia tu przede wszystkim siebie i swoje wady (najczęściej wywołując uśmiech na twarzy czytelnika), takie jak bezradność zarówno w obliczu zwyczajnych, jak i niecodziennych sytuacji;

Narracja jest lekka, dzięki czemu można przebrnąć przez komiks błyskawicznie, bez odrywania się od lektury (do czego skłania zresztą wysoki poziom opowieści), ale podział na krótkie rozdziały sprawia, że da się również czytać go po kawałku, na spokojnie. Prosta, szkicowa kreska pasuje idealnie do stylu, w jakim Delisle przekazuje ciekawostki ze swojego pobytu w Birmie. Praktycznie każdy rozdział przykuwa uwagę czymś interesującym i zawiera dobrą puentę, a po przeczytaniu całości czytelnik może zauważyć, że w swoim dokumencie autor zdołał przekazać wiele ciekawych wiadomości na temat opisywanego miejsca, i to w najlepszy chyba sposób - nienachalnie i nie na siłę. Chodziło tu przede wszystkim o humor i zabawę, ale fakt, że komiks pozostawia w głowie coś jeszcze, bezsprzecznie stanowi dodatkowy plus Kronik birmańskich.
Choć jak dotąd nie sięgnąłem po inne pozycje tego samego autora (szkoda, że jego Phenian jest już - chyba - niedostępny), kiedyś na pewno to zrobię. Delisle jest jednym z tych gości, których twórczość po prostu warto znać i cieszę się, że umożliwił mi to właśnie główny dworzec PKP w Katowicach. Dzięki temu rezygnuję z rzucania mięsem słysząc o kolejnych opóźnieniach pociągów... ta, jasne. A swoją drogą, ciekawe, jak wyglądałoby komiksowe sprawozdanie Guya, gdyby miał wątpliwą przyjemność zetknąć się z polską koleją. Pewnie zawierałoby bardzo, ale to bardzo czarny humor.