
Co mogę napisać? Po raz kolejny dawać do zrozumienia, że to dobry magazyn? Tak uważam, więc naprawdę szkoda, że zamiast rozwijać skrzydła, nie może sobie pozwolić na ekspansję i zamiast tego jest skazany na "grzebanie w ziemi". Widać, że ludzie odpowiedzialni za jego zawartość piszą o komiksach z pasją i po prostu chce im się to robić, niezależnie od nakładu czy zmniejszonej objętości Ziniola - i chwała im za godną podziwu determinację. Nie zmienia to niestety faktu, że potencjalny czytelnik uznaje starania redakcji za coś zbędnego. Potrafię to zrozumieć - zamiast czytać o komiksach, być może woli poczytać same komiksy, a informacji o nich nie brakuje na stronach oraz forach internetowych, przy czym są dostępne zupełnie za darmo. Prawdziwe, racjonalne i jednocześnie smutne. Mimo to nadal będę polecał Ziniola, wciąż chcę mieć coś takiego na swojej półce i cały czas wolę leżeć na kanapie i czytać artykuły (nie bez znaczenia jest fakt, że są to bardzo dobre artykuły) oraz opowieści wydrukowane na kartkach papieru, móc przewracać strony, a nie schodzić w dół używając myszki w czasie ślęczenia przed monitorem. Ziniol jest mi potrzebny, szkoda tylko, że tak niewiele osób podziela moje zdanie.
Ósmy numer to, jak zwykle, zbiór ciekawych komiksów (tyle, że tym razem odczuwalnie lepszych niż ostatnio, za co należą się brawa) oraz interesujących artykułów, wywiadów i recenzji. Nie będę wymieniał wszystkiego z osobna - przeczytałem całość z uśmiechem na pysku, a najbardziej przypadł mi do gustu tekst o Panu Naturalnym Roberta Crumba, utwierdzający mnie w przekonaniu, że olanie pisania o tej historii było słuszną decyzją. Na pewno nie osiągnąłbym tak zadowalającego efektu. Jedyna wada zawartości Ziniola to, moim zdaniem, większa niż dotychczas ilość literówek i błędów ortograficznych (na przykład "świerzy podmuch" w komiksie o Napoleonie), ale natłok zalet sprawia, że po lekturze aż nie chce się o tym pamiętać.