


POWRÓT PO LATACH
Powyższy tekst powstał w kwietniu 2012 roku. Nawet jeśli nadal nie wiem za wiele o planszówkach, umówmy się, że wtedy wiedziałem o nich jeszcze mniej i Carcassonne wydawała mi się grą wspaniałą. To w końcu jeden z tytułów, dzięki któremu wróciłem do jednej z najlepszych metod marnowania czasu, jakie jestem w stanie sobie wyobrazić. Po przeczytaniu swojej niemal pięcioletniej recenzji mam do dodania dwie rzeczy.
Po pierwsze, odnośnie do zdania "Całość można wytłumaczyć innym w pięć minut, po chwili każdy świetnie zna zasady, wie, co robić i już na starcie ma równe szanse nawet przy bardziej doświadczonych uczestnikach" - nie jest to prawdą, wydaje mi się zresztą, że raczej niełatwo znaleźć tytuł, który nie daje przewagi doświadczonym graczom. Niektórzy postrzegają to jako wadę, dla mnie to rzecz zupełnie naturalna (choć widocznie w 2012 roku podobało mi się, że z Carcassonne jest inaczej... ale wcale nie jest i źle myślałem, skoro mi się podobało). Poza tym, gdyby rzeczywiście nowicjusz miał równe szanse z kimś, kto ma za sobą dziesiątki partii, czy rzeczywiście byłoby tak dobrze? Oczywiście, niech ma możliwość wygrania, tyle że gdyby praktyka nic nie dawała, oznaczałoby to również brak dobrej zabawy płynącej z opanowywania interesującej planszówki.
Po drugie, w międzyczasie zdążyłem trochę zapomnieć o Carcassonne. Od czasu napisania recenzji owszem, trochę pograłem, z reguły żeby pokazać osobom niezaznajomionym z tematem, że nie takie te gry bez prądu straszne, ale potem wyszło tak, że pudło z kafelkami, z których buduje się planszę, nie było za często zdejmowane z półki. Aż niedawno znowu zagrałem dwa razy (obie partie w zupełnie różnym towarzystwie) i znowu dotarło do mnie, że to działa i że nadal jest to świetna gra. Miałem wrażenie, że wspominam ją dobrze tylko dlatego, że była jedną z tych pierwszych po powrocie do hobby i otworzyła mi oczy na to, jak różnorodne mogą być planszówki, tymczasem nie: to po prostu dobra, solidna pozycja, nie z powodu sentymentów. Może nie przesadnie często, ale z pewnością nadal będzie od czasu do czasu lądować na moim stole.
tekst: Michał Misztal
Po drugie, w międzyczasie zdążyłem trochę zapomnieć o Carcassonne. Od czasu napisania recenzji owszem, trochę pograłem, z reguły żeby pokazać osobom niezaznajomionym z tematem, że nie takie te gry bez prądu straszne, ale potem wyszło tak, że pudło z kafelkami, z których buduje się planszę, nie było za często zdejmowane z półki. Aż niedawno znowu zagrałem dwa razy (obie partie w zupełnie różnym towarzystwie) i znowu dotarło do mnie, że to działa i że nadal jest to świetna gra. Miałem wrażenie, że wspominam ją dobrze tylko dlatego, że była jedną z tych pierwszych po powrocie do hobby i otworzyła mi oczy na to, jak różnorodne mogą być planszówki, tymczasem nie: to po prostu dobra, solidna pozycja, nie z powodu sentymentów. Może nie przesadnie często, ale z pewnością nadal będzie od czasu do czasu lądować na moim stole.
tekst: Michał Misztal