Metody Marnowania Czasu: Amerykański wampir, tom 1 [Scott Snyder, Rafael Albuquerque & Stephen King] [recenzja]

czwartek, 10 listopada 2016

Amerykański wampir, tom 1 [Scott Snyder, Rafael Albuquerque & Stephen King] [recenzja]


Lubię wampiry. Nawet bardzo. I nie, nie chodzi mi o te piękne, wymuskane, mięciutkie istoty, w jakie zamieniła przerażających krwiopijców część współczesnej popkultury. Chodzi mi o prawdziwe wampiry. Te, które boją się słońca. Które się nie zakochują, a ich jedynym pragnieniem jest to, co płynie w żyłach ich ofiar. Może to dlatego, że byłem wychowany (choć to może za duże słowo) na Świecie Mroku, a konkretniej na karciance Vampire: the Eternal Struggle, stworzonej na podstawie słynnej gry fabularnej Wampir: Maskarada. To są prawdziwe wampiry, a nie jakieś rozmarzone popychadła!

Komiks Amerykański wampir zdaje się przywracać jedne z moich ulubionych fikcyjnych stworzeń do łask. Wskazuje na to wszystko: krótki opis na ostatniej stronie okładki, widniejąca na niej ilustracja, miejskie legendy zapewniające, jaką to świetną historię stworzyli Scott Snyder (scenariusz) i Rafael Albuquerque (ilustracje) z gościnnym udziałem Stephena Kinga, nagroda Eisnera za najlepszą serię... brzmi pięknie. Czy aby nie za pięknie?

Jednym z głównych bohaterów komiksu jest Skinner Sweet. Był zły do szpiku kości jeszcze zanim stał się wampirem, a właściwie tytułowym amerykańskim wampirem. Czy wspominałem, że lubię tych krwiopijców, którzy boją się słońca? Właśnie. Tutaj mamy kolejną ciekawą rzecz związaną z historią Snydera i Kinga, jakby tych wyliczonych w poprzednim akapicie było jeszcze za mało: album prezentuje nam początek wielowątkowej opowieści o ewolucji wampirzego gatunku. Otóż niedobry pan Sweet jest pierwszym wampirem, którego nie ima się światło dzienne... ma za to inne słabości, których z początku nie znamy. I to jest bardzo ciekawy pomysł, który jako czytelnik chętnie kupiłem. Cały tom pierwszy to pisany przez Kinga wątek o tym, jak Skinner został wampirem nowej generacji oraz rozgrywająca się w innych czasach opowieść Snydera o kobiecie, którą wbrew swojej woli została kolejnym egzemplarzem nowego rodzaju krwiopijcy.

Seria opiera się więc na bardzo ciekawym pomyśle, a pamiętajmy, że to dopiero początek. Później możliwości przeplatania ze sobą losów z reguły nienawidzących się nawzajem starych i amerykańskich wampirów są właściwie nieograniczone. Do tego może jedyne poprawna, jednak mimo to spełniająca swoją rolę kreska, mroczna kolorystyka... co mogło pójść nie tak?

Ten komiks krzyczy na odbiorcę, że jest wspaniałym albumem. W czasie lektury miałem za to wrażenie, że brakuje tu polotu, zarówno Snyderowi, jak i Kingowi. Czegoś, co sprawi, że moja pozbawiona wampirzych kłów szczęka opadnie tak, że uderzy o podłogę – bo właśnie takiego efektu oczekiwałem. Tymczasem dostałem zaledwie poprawną, jakby pisaną od linijki, pomimo swojej tematyki oraz mocnych scen zachowawczą opowieść, co w dużym stopniu rozczarowuje. Narracja nie powala, zaś bohaterowie wypowiadają kwestie zbyt często sprawiające wrażenie, że muszą padać dokładnie takie, a nie inne słowa, bo to przecież komiks o wampirach. Aha, do tego jeśli ktoś ma za chwilę zginąć z rąk wampira, jednak jeszcze o tym nie wie, jest spora szansa na to, że zaraz powie coś o krwi albo coś podobnego. Że niby co za ironia losu, bo zaraz ktoś wbije ostre zęby w jego szyję.

Na razie Amerykański wampir nie do końca mi odpowiada. Może to bardziej kwestia mojego nastawienia, bo gdybym miał być całkowicie obiektywny, komiks jest niezły i jeśli ktoś lubi tego rodzaju historie, warto zwrócić na niego uwagę. Sam nie skończyłem na pierwszym tomie i zabrnąłem już dużo dalej, co świadczy o tym, że nie jest to jednak całkowita porażka (choć może czytam głównie dlatego, że lubię wampiry?), ale nadal nie zmieniam zdania: niestety cały czas jest to przykład nie w pełni wykorzystanego potencjału.

tekst: Michał Misztal, recenzja opublikowana pierwotnie na stronie Gildii Komiksu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

stat4u