Nieprzemyślane Przemyślenia, czyli (planowo, bo pewnie znowu się nie uda) o wszystkim i o niczym, na szybko i raczej niezbyt mądrze.
Pierwszy tom serii Mashle okazał się całkiem sympatyczną i zabawną mangą, drugi potwierdził, że to niezłe czytadło, tyle że całość była właściwie tym samym żartem powtarzanym w kółko: Mash, główny bohater, żyje w świecie, gdzie każdy ma jakieś zdolności magiczne. Każdy oprócz niego. Grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo, musi więc ukrywać to, kim jest, oraz... udawać czarodzieja. Co może zrobić? Ano rozwiązuje wszystkie swoje problemy siłą, na przykład biegając z miotłą między nogami tak szybko, by innym wydawało się, że na niej lata. Najczęściej dając jednak przeciwnikom w ryj. Głupie, ale zabawne. Choć głupie.
W trzecim tomie mamy nieco mniej humoru, a więcej mordobicia. Przy czym seria nadal cierpi na to, co wcześniej: wrogowie Masha są niby coraz silniejsi, teraz chłopak trafia właściwie na wirtuozów magii, ale mimo to żadna przeszkoda nie jest dla niego szczególnie kłopotliwa. Dać w ryj, spotkać kolejnego chłopca do bicia, powtórzyć. Nie czujemy, że naszemu siłaczowi cokolwiek grozi. Na szczęście nadal czyta się to całkiem przyjemnie, dostaliśmy też pewną tajemnicę (typ w masce), co zawsze sprawdza się lepiej od bezcelowego rozwalania sobie twarzy.
Wciąż lekkostrawne, tym razem już na granicy bycia wtórnym w stosunku do samego siebie. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie nastąpi poprawa, bo, pomimo sporych mankamentów i być może trochę niezasłużenie, lubię ten tytuł.