Metody Marnowania Czasu: Zbyt cool, by dało się zapomnieć [Alex Robinson] [recenzja]

wtorek, 3 maja 2011

Zbyt cool, by dało się zapomnieć [Alex Robinson] [recenzja]

Siłą Wykiwanych, innego wydanego w Polsce komiksu Alexa Robinsona, było wymyślenie sześciu kompletnie różnych postaci, a następnie połączenie ich losów, dopracowując wszystko tak, że musiało to zrobić wrażenie na wielu czytelnikach. Na mnie zrobiło. Nie musiałem się zastanawiać, kiedy Timof zaproponował Zbyt cool, by dało się zapomnieć. W tej krótkiej opowieści o niewielkim formacie autor nie zastosował tego samego patentu, co poprzednio, więc miałem okazję zobaczyć, jak sprawdza się w zupełnie innej konwencji. Może historia, która nie jest oparta na tym, czym zdobyli moją sympatię Wykiwani, nie jest już tak dobra? A może będzie jeszcze lepsza?

Przede wszystkim jest inna. Poza nazwiskiem autora i jego kreską oba przeczytane przeze mnie komiksy Robinsona nie mają ze sobą wiele wspólnego.
Główny bohater Zbyt cool, by dało się zapomnieć, Andy Wicks, tak długo bezskutecznie rzucał palenie, że w końcu postanowił poddać się hipnozie. Ostatnia deska ratunku, w którą sam nie wierzy, ale przynajmniej żona i córki zobaczą, że spróbował. W czasie zabiegu dochodzi jednak do nieprzewidzianych komplikacji: nie wiadomo dlaczego, Andy przenosi się w czasie. Wraca z powrotem do liceum. Znów ma włosy, aparat na zębach, znowu jest jednym z klasowych kujonów, ale tym razem wie, co będzie później. Zdaje sobie sprawę, co za kilka lat stanie się z jego młodszą siostrą, słuchając kumpli zna odpowiedź na pytanie, czy odniosą sukces, czy może ich marzenia nigdy się nie spełnią. Ta wiedza nie polepsza jego samopoczucia, choć z drugiej strony, skoro już tu trafił, czemu nie spróbować paru rzeczy, których bał się zrobić jako gówniarz?

Można kręcić nosem, że "gdzieś już to widzieliśmy". Ponowne przeżywanie młodości to coś, z czym spotkałem się już w książkach, filmach czy komiksach (ostatnio na przykład w przeczytanej w zeszłym roku Odległej dzielnicy), ale nawet mimo tej świadomości Robinsonowi udaje się mnie usatysfakcjonować i rozegrać całą opowieść w interesujący sposób. Z początku Andy jest przerażony, później zaczyna trochę szaleć, zaprasza na imprezę dziewczynę, która zawsze mu się podobała i jest szczęśliwy ("Zaprosiłem Marie! Zajęło mi to dwadzieścia pięć lat, ale w końcu to zrobiłem!"), jednak ostatecznie dochodzi do wniosku, że przecież jest czterdziestoparoletnim gościem z żoną i dziećmi, nie może robić takich rzeczy. Zaczyna się zastanawiać, dlaczego wrócił do liceum. Być może tak właśnie działa hipnoza i musi zrobić coś, co sprawi, że w dorosłym życiu nie będzie już palił, a może wszystko poszło nie tak i będzie musiał przeżywać swoje dzieciństwo jeszcze raz? A może tak naprawdę jest licealistą, który ma problemy z psychiką i cała ta historia o żonie i dzieciach istnieje tylko w jego głowie?
A jeszcze później Andy przypomina sobie o pewnej bardzo ważnej, dotychczas ignorowanej przez jego świadomość rzeczy...

"Boże, co za potworna ironia życia, że najgłębszych prawd nie da się wyrazić, nie popadając w banał", stwierdza jeden z ważniejszych bohaterów komiksu. Zbyt cool, by dało się zapomnieć nie jest może opowieścią wybitną i uświadamiającą czytelnikowi najgłębsze prawdy w jakiś niezwykły sposób, a nagłe zakończenie może trochę rozczarować, jednak autorowi na pewno udaje się uniknąć banału. Poza tym jego scenariusz ma szansę naprawdę wzruszyć niektórych czytelników. I tak jak ilustracje w Wykiwanych były dobre, by w paru miejscach zaskoczyć czymś rewelacyjnym, tak tutaj mamy równy poziom oraz kilka świetnych rzeczy, które zrobiły na mnie dużo większe wrażenie, jak choćby cała strona 106.

Zbyt cool, by dało się zapomnieć oraz Wykiwani to dwa różne komiksy, a jednocześnie dwa bardzo dobre komiksy. Ze wskazaniem na ten drugi, ale nie wypada mi nie polecić także opowieści o rzucającym palenie Andym i jego powrocie do liceum.

1 komentarz:

stat4u