Nieprzemyślane Przemyślenia, czyli (planowo, bo pewnie znowu się nie uda) o wszystkim i o niczym, na szybko i raczej niezbyt mądrze.
Kiedy ostatnio pisałem o Armadzie, trochę ponarzekałem... a potem już nie za bardzo chciało mi się wspominać o tej serii. Nie żeby było beznadziejnie, ale, po pierwsze, tytuł ten stracił według mnie swoją początkową świeżość, a po drugie (i chyba najgorsze) przemądrzała Navis przestała być postacią, do której miałem ochotę wracać. Czytałem dalej na zasadzie: mam na półce, więc przerobię, ale bez entuzjazmu.
Na szczęście od kilku tomów znowu jest całkiem nieźle, a od siedemnastego – naprawdę dobrze. Główna bohaterka wraca na planetę Tri-JJ 768, gdzie jakiś czas temu wykonywała pewną misję, jak okazało się niedawno, dużo bardziej istotną, niż na to wyglądało. Świetnie, że jako czytelnik czuję się wynagrodzony za pozostanie z Armadą na dłużej, a stare, pozornie zamknięte wątki mają swój ciąg dalszy. Znowu mamy stare dobre intrygi oraz niejednoznaczne postacie (dawniej znak rozpoznawczy cyklu, ale mam wrażenie, że autorzy zdążyli o tym zapomnieć), parę zaskakujących zwrotów akcji, a do tego finał, po którym chcę jak najszybciej sięgnąć po kontynuację.
Powrót do formy, oby na stałe.