Metody Marnowania Czasu: Wyniki wyszukiwania: image
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania image, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania image, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Co tam czytam? #21: The Closet #1-2 | Moon Knight #13 | The Silver Coin #1-9

Brak komentarzy:


Co tam czytam? 
to moje wrażenia z marnowania czasu dzięki komiksom, niekoniecznie w formie pełnoprawnych recenzji. Kilka mniej lub bardziej entuzjastycznych, napisanych na szybko zdań, czasem o jednym tytule, czasem o kilku, o serii, albumie lub o pojedynczym zeszycie, tak często lub tak rzadko, jak będzie mi się chciało (czyli pewnie rzadko).

niedziela, 8 listopada 2009

Invincible: Head of the Class [Robert Kirkman & Ryan Ottley] [recenzja]

3 komentarze:

Robert Kirkman to zły człowiek. Po prostu zły. W porządku, jego miniserię Battle Pope uważam za słabiznę, ale The Walking Dead oraz Invincible to świetne pozycje... zwłaszcza ta druga. Zgadza się, przygody Marka Graysona chyba zaczynają wyprzedzać świetną obyczajówkę z głodnymi zombiakami w tle. I co ja mam właściwie napisać o Head of the Class, czwartym TPB tej serii? Że jest świetny? To pisałem już wcześniej, ale nic nie poradzę na to, że Kirkman wciąż robi swoje z niezmiennie zadziwiającym skutkiem. W efekcie Invincible to rewelacyjny serial, do którego przywiązuję się coraz bardziej wraz z kolejnymi stronami. Właśnie dlatego nazwałem autora złym człowiekiem - nie pozwala mi napisać niczego nowego, nowe są tu tylko przedstawione w komiksie wydarzenia (cały czas świeże i zaskakujące pomysłowością), natomiast poziom nieustannie utrzymuje się na sporej wysokości.


Head of The Class zbiera odcinki od #14 do #19 numeru serii, włączając w to krótką historię z Image Comics Summer Special. Tym razem pojawia się więcej wątków niż poprzednio, opowieść nie skupia się na jednym konkretnym temacie. Kirkman lubi wprowadzać zaskakujące i jeszcze niewyjaśnione wydarzenia, jednocześnie sygnalizując, że wszystko rozwinie się w bliższej lub dalszej przyszłości. Coś dziwnego dzieje się po opuszczeniu przez głównego bohatera planety Mars, ktoś nieoczekiwanie zostaje przywódcą sporej grupy przestępców, niektóre znane nam postacie zachowują się bardzo dziwnie... czytelnik może tylko rozważać konsekwencje tego, co ma przed oczami. Mówię tu zarówno o tym TPB, jak i o następnym - The Facts of Life - który też już przeczytałem. Niejasnych wątków uzbierało się całkiem sporo, więc scenarzysta ma pole do popisu jeśli chodzi o rozwijanie pomysłów w kolejnych epizodach. Mam tylko nadzieję, że nie zagubi się w natłoku własnych niedopowiedzeń. Póki co seria jest rewelacyjna... ale to też już pisałem, prawda?

Jak wspominałem, obecnie jestem po lekturze następnego wydania zbiorczego, po którym też napiszę, że jest świetne. Bo jest. Dodam jeszcze tylko, że jako rysownik Ryan Ottley przekonał mnie już do końca, dorzucając bardzo ważną cegiełkę do całokształtu tego komiksu.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Invincible: Who's the Boss? [Robert Kirkman & Ryan Ottley] [recenzja]

2 komentarze:
Dawno nie było nic o Invincible, tak więc będzie teraz. Ponownie krótko (bo jeśli czytałeś recenzje poszczególnych tomów, to wiesz, że właściwie wszystko zostało już powiedziane i pozostaje mi opierać te teksty głównie na streszczaniu) oraz ponownie ze spoilerami. Raczej nie dla kogoś, kto nie zapoznał się z poszczególnymi wpisami dotyczącymi tego bohatera oraz z samym komiksem. A więc...

To już dziesiąty tom, zawierający zeszyty #48-53. Kirkman i Ottley wciąż nie tracą pary oraz komiksowych jaj, które sprawiają, że po tylu epizodach komiks wciąż jest świetny i cały czas zaskakuje. Na początku TPB mamy kolejną z wielu mających miejsce w Invincible rozpierduch, nie po raz pierwszy z udziałem występujących gościnnie herosów spod bandery Image Comics. Właściwie żaden z nich nie radzi sobie zbyt dobrze z armią Doc Seismica, a z odsieczą przychodzą im osoby (oraz roboty) niezbyt lubiane przez głównego bohatera, ku jego zaskoczeniu walczące po jego stronie. W efekcie dochodzi do jednego z ciekawszych i bardziej zaskakujących konfliktów w dotychczasowych dziejach serii (chociaż, jak zwykle u Kirkmana, odpowiednie wskazówki można było dostrzec już wcześniej). Jak wspominałem przy okazji recenzowania poprzednich tomów, zmiany są wielką siłą tego komiksu, a #50 zeszyt jest pod tym względem naprawdę konkretny. Dalsze wydarzenia to przede wszystkim rozwiązanie kwestii głównego bohatera oraz Atom Eve, nowy strój, a w #52 odcinku chyba najbrutalniejsza akcja z tych, które czytelnicy widzieli do tej pory. Przyszłość na pewno pokaże konsekwencje tego wydarzenia, jak zazwyczaj w Invincible.
Komiks pozostawia nas bez odpowiedzi na tytułowe pytanie, ale znając pomysłowość Kirkmana, autor jeszcze nie raz skomplikuje relacje pomiędzy synami Omni-Mana. Końcówka zapowiada, że już wkrótce będzie się działo. Znowu.

niedziela, 27 października 2019

The Walking Dead [podsumowanie serii]

Brak komentarzy:

No i po Żywych Trupach, o czym wie już pewnie każda osoba zainteresowana komiksami. Piszę o tym ze sporym opóźnieniem, jednak zaraz po fakcie było to sporą niespodzianką: Image opublikowało nawet zapowiedzi kilku fikcyjnych numerów razem z ich okładkami. Co ja na to?

wtorek, 8 września 2009

Chew #1 [John Layman & Rob Guillory] [recenzja]

Brak komentarzy:

Czasem wystarczy dobry patent na głównego bohatera, żeby zachęcić sporą liczbę osób do zapoznania się z daną historią. Sprawdza się to w każdym przypadku - książek, filmów, seriali i oczywiście komiksów. John Layman i Rob Guillory mają patent, który mnie przyciągnął, ale czy to wystarczyło, żebym się zachwycił? Niestety nie, ale po kolei.

Zaczęło się od reklamy "Chew" w "The Walking Dead": "He gets psychic impressions from whatever he eats which means he'a a hell of a detective, as long as he doesn't mind eating terrible things in the name of justice!". Zachęciło mnie to, spodziewałem się pokręconego kryminału i czarnego humoru. W praktyce wygląda to tak: wystarczy, że główny bohater nowej serii wydawnictwa Image, Tony Chu, ugryzie jabłko i już wie, na jakiej jabłoni rosło i kiedy zostało zerwane. Po prostu widzi odpowiednie obrazy w swojej głowie. Pomysł dobry w teorii, w komiksie wygląda nieco niedorzecznie. Na przykład pierwszy epizod pokazuje sytuację, w której nasz detektyw je danie w restauracji i wyczuwa, że kucharz jest mordercą. Mało tego, poznaje nazwiska i wiek ofiar oraz okoliczności, w jakich zostały zabite. Nie kupuję tego. Mam nadzieję, że w kolejnych zeszytach ten potencjalnie ciekawy pomysł zostanie wykorzystany w lepszy sposób. Poza tym nie wiem jeszcze, w co celują autorzy: poważny kryminał z elementami czarnego humoru czy głupkowatą opowieść o facecie zjadającym co popadnie (pewnie zwykle byłoby to coś obrzydliwego, aby uzyskać komiczny efekt), żeby zdobyć kilka poszlak. Końcówka wskazuje raczej na tę drugą opcję (spoiler: morderca nie chce podać nazwisk wszystkich ofiar - woli popełnić samobójstwo; aby poznać dalsze szczegóły jego nieeleganckiej kariery, Tony postanawia przekonać się, jak smakują martwi kucharze. Bez obaw, próbuje tylko niewielkiego kawałka).

W rozstrzygnięciu, jaki miał być "Chew" nie pomagają rysunki - dosyć ciekawe, ale nie pasujące mi do tego komiksu. Przynajmniej na razie. Pierwsza historia, "Taster's Choice", ma mieć 5 części. Póki co nie jestem zadowolony, ale dotrwam przynajmniej do jej końca. Przy odrobinie szczęścia opowieść Laymana nabierze precyzyjniejszych kształtów i być może, mimo początkowych obaw, okaże się godna polecenia.

czwartek, 24 września 2009

Invincible: Eight is Enough [Robert Kirkman, Cory Walker & Ryan Ottley] [recenzja]

1 komentarz:

Eight is Enough udowadnia, że warto było zacząć czytać Invincible. Drugi TPB nie zaskakuje już tematyką tak jak Family Matters, za to z powodzeniem zmusza do uśmiechu świeżym podejściem do tematu. Pod tym względem komiks rozkłada na łopatki, będąc odpowiednikiem świetnego serialu oglądanego z piwem w ręce, przy którym można się odprężyć nie angażując zbyt wielu szarych komórek. I prawidłowo, taka rozrywka też jest jak najbardziej pożądana. A to, że opowieść nie wymaga intensywnego myślenia podczas lektury, wcale nie oznacza, że jest głupia albo skierowana do głupich odbiorców. Jeśli ktoś tak twierdzi, raczej nie czytał Invincible.

Drugi Trade zbiera zeszyty #5-#8, dając czytelnikowi kolejne kilogramy rozrywki oraz igrania ze schematami komiksu o superbohaterach. Tym razem Markus musi zastąpić zapracowanego ojca i poradzić sobie z atakiem obcego; rezultat starcia nie może nie rozbawić, założę się też, że nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. W kolejnym odcinku dowiadujemy się, co spotkało śmieci wyrzucone przez Invincible'a a premierowym zeszycie oraz obserwujemy kolejną zabawę Kirkmana superbohaterską konwencją - tym razem autor śmieje się z głupkowatego ukrywania swojej tożsamości. Oczywiście to nie jedyne ciekawe i/lub komiczne wydarzenia. Dalej nie jest już tak do końca wesoło - pewna grupa zamaskowanych obrońców ma wielkiego pecha, a końcówka Invincible #7 stanowi najciekawszy zwrot akcji w całym TPB. Finał Eight is Enough zapowiada kolejne kłopoty, pojawia się też kilka znanych postaci z uniwersum Image.

Komiks pokazuje, że Kirkman sprawdza się nie tylko w poważnych i mrocznych opowieściach. Póki co nie jestem zadowolony ze zmiany rysownika w #8 numerze, ale to samo mówiłem przy The Walking Dead, a potem okazało się, że byłem w błędzie. Mam nadzieję, że przyzwyczaję się do ilustracji Ottleya, ale mimo wszystko trochę szkoda, bo to, co robił Cory Walker naprawdę przypadło mi do gustu. Oby moja niepewność nie trwała zbyt długo.

sobota, 2 stycznia 2021

Co tam czytam? #20: The Department of Truth | Instytut bombowych teorii | Komiksodrama | Plunge | Vampire: The Masquerade

Brak komentarzy:
 
Co tam czytam? to efekt chęci dzielenia się wrażeniami z lektury komiksów, niekoniecznie w formie pełnoprawnych recenzji. Kilka mniej lub bardziej entuzjastycznych, napisanych na szybko zdań, czasem o jednym tytule, czasem o kilku, o serii, albumie lub o pojedynczym zeszycie, tak często lub tak rzadko, jak będzie mi się chciało.

wtorek, 26 października 2010

Savage Dragon Archives Volume Two [Erik Larsen] [recenzja]

9 komentarzy:
Drugi tom Savage Dragon Archives to następna dawka ponad sześciuset stron komiksu, ponownie w wersji czarno-białej i z bardzo zachęcającą ceną okładkową ($19.99). Tym razem cegła zawiera zeszyty od #22 do #50, a poza głównym bohaterem czytelnik spotka się między innymi z Hellboyem, Spawnem, Wojowniczymi Żółwiami Ninja i Bogiem. Wkrótce premiera trzeciego tomu Archives, tak więc nie trzeba będzie czekać na kolejne zbiorcze wydanie bez jakichkolwiek zapowiedzi kontynuacji, co sprawia, że zakup tej części wygląda na jeszcze bardziej sensowny... tak jakby sama okładka nie zwiastowała wystarczającej ilości atrakcji. Kto czytał poprzednią cegłę, ten wie, czego się spodziewać.

Pomiędzy okładkami znalazłem dokładnie to, na co trafiłem podczas lektury Savage Dragon Archives Volume One - jazdę bez trzymanki, widowiskową sieczkę, zaskakujące zwroty akcji, dobre ilustracje i połączenie wszystkich tych elementów w rewelacyjną i łatwo przyswajalną całość. Larsen nie chce udawać, że robi coś więcej niż rozrywkowy komiks, a jego historie to świetna rzecz na odmulenie się, pozwalająca czerpać prawdziwą przyjemność z pochłaniania kolejnych stron zapełnionych nawalanką. Seria wydaje się być połączeniem luźnego podejścia do pisania scenariusza (wiele wątków sprawia wrażenie tworzonych na bieżąco, bez wcześniejszego planowania) z precyzyjnie przemyślanymi smaczkami, nawiązaniami oraz wspomnianymi wcześniej zwrotami akcji, które powinny zaskoczyć każdego (tym bardziej, że na początku wielu sięgających po Savage Dragona spodziewa się "tylko" efektownego mordobicia). Podobne ustawianie figur na planszy i dawanie czytelnikowi delikatnych wskazówek, by potem konkretnie dowalić armią pomysłów, spotkałem wcześniej w Invincible, gdzie Kirkman osiągnął jeszcze lepszy rezultat, ale chyba mogę pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie stworzone przez Larsena fundamenty, seria opowiadająca o przygodach Marka Graysona mogłaby być o wiele uboższa w podobne rozwiązania.

Druga strona medalu wygląda tak, że Savage Dragon Archives Volume Two uważam za część minimalnie gorszą od poprzedniej. Wiadomo, kwestia gustu, ale czytając kolejne zeszyty miałem ochotę na więcej opisanych wcześniej zaskakujących momentów - albo szwankuje mi pamięć, albo w pierwszym tomie pojawiały się dużo częściej. Inna sprawa to kilka zbyt głupich pomysłów, nawet jak na luźną atmosferę panującą w większej części wydania zbiorczego. W paru miejscach miałem ochotę uderzyć się w czoło, bo akcje wymyślane przez Larsena przekroczyły pewien poziom abstrakcji oraz humorystycznej naparzanki z udziałem takich postaci jak Powerhouse, przy których można się uśmiechnąć, natomiast w Volume Two nie zawsze jest zabawnie, a czasem po prostu idiotycznie. Oczywiście to tylko moje odczucie, w końcu nawet bardzo niedorzeczne wymysły scenarzysty wpisują się w konwencję serii, więc inni mogą być zadowoleni, w ogóle nie zauważając rzeczy, o których napisałem.

Jest też kilka pomysłów, które dawniej mogły być - i na pewno były - kontrowersyjne, tak jak walka Boga z Szatanem i chyba słynne już "Don't fuck with God", ale obecnie raczej nie zrobi to wrażenia na czytelniku zaznajomionym z dużo bardziej ostrymi komiksami (na przykład na mnie). Mimo wszystko wyobrażam sobie, że zdaniem sporej ilości ówczesnych odbiorców Larsen pojechał po bandzie. Owszem, pojechał, ale ze stylem i świetnie się przy tym bawiąc.

Tym razem historia przedstawiona w Savage Dragon Archives nie ma sielankowego zakończenia. Ostatnio główny bohater pokonał najważniejszego ze swoich przeciwników i na finałowej stronie stał przed tłumem reporterów robiących mu zdjęcia. Teraz jest inaczej, głównie przez to, że (jak przeczytałem na forum Gildii) Endgame, dziesiąty TPB serii, kończy się na #52 zeszycie, a drugi tom archiwów na #50. Na szczęście kolejna cegła ma mieć premierę już w grudniu. Mam też nadzieję, że Image Comics pójdzie za ciosem i na Savage Dragon Archives Volume Four nie trzeba będzie czekać tak długo, jak na trójkę. Chciałbym już nadrobić zaległości, bo mimo paru wątków, które nie przypadły mi do gustu, jedyną wadą czarno-białych wydań zbiorczych są ręce uwalone tuszem, ale radocha z lektury tych wesołych bzdur zrekompensuje to każdemu czytelnikowi, jeśli tylko nie spina dupki uważając się za kogoś, dla kogo przygody zielonego gościa z płetwą na głowie są zbyt przyziemną rozrywką.

niedziela, 13 listopada 2022

Komiksowe Podsumowanie Tygodnia #2: Chainsaw Man, tom 5 | Hitman #11 | Kasane, tom 1 | Poison Ivy #4 | The Silver Coin #15 | Strange Adventures #1

Brak komentarzy:

Kiedyś tam robiłem swoje Planszówkowe Podsumowania Miesiąca, przynajmniej dopóki mi się nie odechciało. W międzyczasie pisałem też podsumowania komiksowe, w przypadku których odechciało mi się jeszcze szybciej.  Nie dawałem rady raz na miesiąc, czemu więc nie spróbować raz na tydzień? No to próbuję.

niedziela, 27 listopada 2022

Komiksowe Podsumowanie Tygodnia #4: Chainsaw Man, tomy 8-10 | Crawl Space | Hitman #13 | One Piece, tom 1 | Paper Girls | Poison Ivy #6 | Strange Adventures #3 | Teenage Mutant Ninja Turtles #60

Brak komentarzy:

Kiedyś tam robiłem swoje Planszówkowe Podsumowania Miesiąca, przynajmniej dopóki mi się nie odechciało. W międzyczasie pisałem też podsumowania komiksowe, w przypadku których odechciało mi się jeszcze szybciej.  Nie dawałem rady raz na miesiąc, czemu więc nie spróbować raz na tydzień? No to próbuję.

stat4u